sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 3: Ona i on (cz. 1)





Przed nami dwa odcinki w sumie o niczym ważnym, ale czułam potrzebę, by je napisać. Nie lubię akcji pędzącej na złamanie karku, zwłaszcza w sytuacji, gdy bohaterowie dopiero muszą odkryć pewne rzeczy w sobie, odnaleźć siebie, uświadomić sobie, kim są i do czego dążą. W „Deszczach” dodatkowo ograniczają ich czasy, w których żyją, otoczenie, normy społeczne. Wszystko komplikuje się podwójnie.

Ale mam też w głowie pomysł na opowiadanie rozgrywające się we współczesności, gdzie Harry i Louis są normalnie członkami One Direction. Będzie to taki świąteczny jednopart. Mam już w głowie fabułę, ale pisać nie zaczęłam. Nie ma też tytułu. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Jest grudzień, zatem w fandomie zaczyna się wysyp opowiadań bożonarodzeniowych. Ostatnio czytam A larry, merry Christmas. Autorka każdego dnia dodaje nowy krótki odcinek. To coś jak kalendarz adwentowy Larry’ego ;) Słodkie, puchate i rozgrzewające niczym gorąca czekolada w mroźny grudniowy dzień:)




__________________

Rozdział 3
ONA I ON

Po niezbyt fortunnym spotkaniu na wzgórzu, Louis stracił ochotę na nawiązanie bliższych relacji z Harrym. Utwierdził się w przekonaniu, że młody przybysz z Ameryki jest niewychowanym dziwakiem, który reaguje złośliwością albo nieuzasadnionym gniewem, gdy tylko coś układa się nie po jego myśli. Może i jest utalentowany i charyzmatyczny, ale charakter ma niewątpliwie trudny. W jednej chwili potrafi rzucić czar na ludzi, a już minutę później sprawić, że dobre wrażenie pęka jak bańka mydlana. Przebywając w towarzystwie Harry’ego, Louis czuł się, jakby jechał wyjątkowo wyboistą drogą, nie mając pojęcia, czego spodziewać się za następnym zakrętem. To spowodowało, że zdecydował się unikać chłopaka.
Gdyby tylko równie łatwo mógł wyrzucić go ze swojej głowy…
Louisa denerwowało, że Harry pojawia się w jego myślach niemal bez przerwy. Jak gdyby, przywdziewając na twarz swój charakterystyczny, irytujący uśmiech, chciał powiedzieć: „Halo, jestem tutaj, nie pozbędziesz się mnie tak łatwo”. Powracał do Louisa, gdy ten jadł, czytał gazetę, ślęczał nad dokumentami ojca, kładł się spać… To było wyjątkowo frustrujące, bo Louis naprawdę STARAŁ SIĘ nie lubić Harry’ego, a z jakiegoś niezrozumiałego powodu nie do końca mu wychodziło.
Taki stan rzeczy trwał dwa dni.
W niedzielny wieczór, gdy za oknem zapadał już zmrok, a w szyby Castamere bębnił deszcz, Louis zajął się wreszcie porządkowaniem swoich książek i notatek przywiezionych z Londynu. Odkładał tę żmudną robotę od dnia przyjazdu, ale wreszcie stos kartek zaczął go drażnić.
Wtedy rozległo się ciche pukanie do drzwi.
- Proszę.
Jakie było zdziwienie Louisa, gdy w progu ujrzał nikogo innego, jak tylko Harry’ego.
- Mogę? – zapytał niepewnie chłopak.
- Tak, oczywiście. – Louis mógł być na niego zły, ale był zbyt dobrze wychowanym człowiekiem, by zabraniać mu wstępu do swojego pokoju.
Harry wślizgnął się do środka, cicho zamykając za sobą drzwi. Chyba nigdy wcześniej nie był w pokoju Louisa, bo przez chwilę rozglądał się po pomieszczeniu. Tomlinson czekał cierpliwie, aż chłopak zdradzi mu cel niespodziewanych odwiedzin.
- Louis – odezwał się wreszcie – nie chcę, żeby tak dłużej było…
- To znaczy? – Tomlinson uniósł brwi.
- Chciałem cię przeprosić. Nie miałem prawa cię oceniać i czepiać się twoich decyzji.
Louis przez chwilę patrzył na niego, po części wdzięczny, że Harry darował sobie jakieś głupawe wstępy typu „Ładny masz pokój”, tylko od razu przeszedł do rzeczy, a po części zaskoczony, że zdecydował się na przeprosiny. Harry nie wyglądał mu na osobę, która łatwo przyznaje się do błędów i wyraża skruchę. Co prawda, kilka dni temu gęsto tłumaczył się ze spóźnienia na uroczysty obiad, ale Louisowi przypominało to bardziej kurtuazję niż szczery żal. Miał nadzieję, że tym razem nie jest podobnie.
- Harry, nie jestem na ciebie zły…
- Ale nie odzywasz się do mnie, unikasz mnie. – Harry wyglądał w tym momencie jak małe, nieszczęśliwe dziecko, które dopiero po czasie odczuło dotkliwość kary. Chyba naprawdę było mu przykro. – Nie chcę, żeby tak było. Jesteś miły i… i chcę być z tobą w dobrych relacjach.
Louisa mocno zaskoczyło wyznanie, choć starał się tego nie okazać. Nie spodziewał się, że Harry’emu może na czymkolwiek zależeć, a tym bardziej na przyjaznych relacjach z nim. Ale twarz chłopaka wyglądała szczerze, a sposób, w jaki przygryzał dolną wargę, dowodził, że stresował się tą rozmową. Wszystko to sprawiło, że Louis skapitulował. W zasadzie na tym wzgórzu nie stało się nic wielkiego! Drobna różnica zdań, kilka słów wypowiedzianych w nerwach – i to wszystko. Nie miał powodu, by boczyć się na Harry’ego w nieskończoność. I jak teraz przypomniał sobie swoje zachowanie w ciągu minionych dwóch dni, stwierdził, że było idiotyczne. Odstawiał dąsy niczym przewrażliwiona hrabina! A poszło o drobnostkę.
- Już w porządku, Harry – uśmiechnął się szczerze, jakby ciężar spadł mu z serca. Zrozumiał, że tak naprawdę wcale nie chce być z młodym Stylesem na wojennej ścieżce. – Ja też trochę przeholowałem. I niepotrzebnie zachowywałem się tak głupio.
Twarz Harry’ego rozpromieniła się w uśmiechu. Może nie spodziewał się, że tak łatwo mu pójdzie?
- Zatem zgoda?
- Zgoda. – Louis wyciągnął w jego stronę dłoń, którą młodszy chłopak skwapliwie uścisnął, przypieczętowując tym zawarcie pokoju.
Rany, pomyślał rozbawiony Tomlinson. Czuję się niczym w szkole!
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że Harry następnego dnia zachowywał się wobec Louisa nieco dziwnie – był nienaturalnie miły, we wszystkim się z nim zgadzał, nie próbował rzucać swoich sarkastycznych uwag, nie zdawał dociekliwych pytań. Louis zauważył to, gdy, korzystając z lepszej pogody, wybrali się na przejażdżkę rowerową po okolicy. Harry wydawał się stale kontrolować samego siebie jeśli chodzi o wypowiadane zdania, zachowanie, nawet wyraz twarzy. Czyżby bał się urazić Louisa? Może podejrzewał, że rozejm między ich dwójką ma kruche podstawy i wystarczy jeden fałszywy ruch, a wszystko się zawali? Jeśli tak myślał, był w błędzie. Louis Tomlinson nie cierpiał bowiem fałszu, udawania i towarzyskich gierek. Był człowiekiem, któremu pochodzenie i wychowanie wpoiło zasady dobrego wychowania i wbiło do głowy etykietę, ale jak na przedstawiciela swojej klasy społecznej, Louis odznaczał się wyjątkową szczerością i uczciwością. Jeśli był na kogoś zły – jak na Harry’ego w ciągu ostatnich dni – nie umiał udawać sympatii. Ale jeśli wybaczał, to nie po to, by skrycie chować urazę i czekać na odpowiedni moment do odwetu. Dlatego przesadnie ugrzecznione postępowanie Harry’ego było dla niego nie do zniesienia.
- Harry, do licha, przestań się tak zachowywać! – wybuchnął w końcu. – Bo oszaleć można!
Harry zrobił wielkie oczy.
- Jak zachowywać?
- Jakbyś mnie przepraszał, że żyjesz! Człowieku, jeśli się z tobą pogodziłem, zrobiłem to szczerze. Nie chowam żadnej urazy, mam nadzieję, że ty też nie, więc zacznijmy ze sobą rozmawiać normalnie. Bo na razie czuję się jak na przyjęciu u Stevensonów: „Szlachetny paniczu Tomlinson, czy zechciałby panicz być tak uprzejmy i w łaskawości swej niezmierzonej skosztował odrobiny tego oto ponczu?”
Widząc teatralne zachowanie Louisa, który kłaniał mu się w pas wymachując swoim beżowym kaszkietem, Harry wybuchnął ochrypłym śmiechem.
- Ja nie mogę, jaki Wersal! Powinieneś zostać aktorem, naprawdę. Jesteś niezły.
- Sądzę, że rodzina raczej by nie pochwaliła mojego wyboru. – Louis założył czapkę z powrotem na głowę. – Ale mówię poważnie, Harry, czuj się swobodnie w moim towarzystwie, bo nie chcę, żebyś uważał mnie za nadętego angielskiego paniczyka.
Sam nie wiedział, dlaczego nagle zaczęło mu zależeć na sympatii Harry’ego. Czuł jednak, że bez tego osobliwego chłopaka o kręconych włosach i nienaturalnie zielonych oczach każdy jego dzień byłby wypełniony nudą, obowiązkami i wymuszonymi rozmowami. Louis był pewien, że Harry jest bardzo interesującą osobowością, kryjącą w sobie wiele tajemnic i że pochopne zrywanie kontaktów z nim byłoby stratą.
Reprymenda ze strony Louisa najwyraźniej odniosła oczekiwany skutek, gdyż od tej chwili Harry zaczął zachowywać się inaczej. Dużo mówił, śmiał się, żartował. Louis odkrył, że chłopak jest świetnym rozmówcą, z którym można dyskutować na wiele różnorodnych tematów. Był inteligentny, oczytany, miał zaskakująco świeże i wyrobione zdanie o wielu sprawach i zjawiskach. Może czasem jego poglądy wydawały się Louisowi dość rewolucyjne, jednak po głębszym zastanowieniu nie dało się z nim nie zgadzać, przynajmniej częściowo. Chwilami bywał też wizjonerem i marzycielem.
- Wiesz – powiedział, gdy w środę wracał z Louisem z Oadby, gdzie ten wysyłał w urzędzie pocztowym telegramy do Londynu – myślę, że kiedyś powstaną lepsze środki komunikacji między ludźmi niż telegraf 
- Mam nadzieję – odparł Louis. – Nie będę musiał pisać listów…
Harry spojrzał na niego kątem oka, przygryzając wargę, by nie wybuchnąć śmiechem. Pewnie sądził, że życiowym powołaniem Tomlinsona jest zapisywanie całych kart papieru miłosnymi epopejami kierowanymi do narzeczonej. A tu taka niespodzianka! Nie skomentował jednak uwagi Louisa.
- Pomyśl, jak wspaniale by było – rozmarzył się, wygodnie rozłożony na siedzeniu lekkiego wolantu, którym powoził Louis – gdybyśmy mogli rozmawiać tak jak teraz, mimo, że ja byłbym w Stanach, albo gdziekolwiek indziej, a ty w Anglii…
- A w jaki sposób? – zapytał Louis. Takie fantazje Harry’ego zawsze wzbudzały w nim zaciekawienie połączone z wesołością.
- Nie wiem. Na przykład miałbyś jakieś urządzenie i ja również. I patrząc w nie, wiedzielibyśmy się i słyszeli. Albo dałoby się przez nie pisać…
Louis wybuchnął śmiechem.
- Uwielbiam twoje pomysły, Harry! Są tak fantastycznie szalone.
Harry spojrzał na swego towarzysza rozpromieniony.
- Mówię ci, że tak będzie. Pewnie jeszcze nie w naszym pokoleniu, ale za jakieś dwa, może trzy. Technika idzie do przodu. Zobacz, mamy kolej, telegrafy, statki parowe… A jeszcze sto lat temu? Ludzie telepali się dyliżansami po błotnistych drogach. Mówię ci, Louis, będziemy latać w powietrzu i widzieć się przez ocean! Zapamiętaj moje słowa.
Louis w tym momencie złapał się na myśli, że w tak cudowanie rozradowane i błyszczące oczy Harry’ego Stylesa mógłby patrzeć przez całe życie i nigdy nie miałby dość tego widoku.

1 komentarz:

  1. Przeczytałam Twój komentarz na moim blogu i bardzo za niego dziękuję. Byłoby mi naprawdę miło gdybyś zajrzała do mojego opowiadania. Co prawda nie jest ono o Larry'm i żadnym innym bromance, więc byłam zaskoczona, że osoba czytająca oraz pisząca tego typu ff byłaby w stanie zainteresować się historią, którą przedstawiłam. Ale jest to miłe i będę szczęśliwa jeśli jednak Cię to zaciekawi.
    Co do Twojego opowiadania. Napisałaś, że również po kilkunastu zdaniach możesz stwierdzić czy coś jest warte przeczytania. Czytając to zdanie pomyślałam, że skoro zwracasz uwagę na styl, to sama pewnie posiadasz tę umiejętność. Sprawdziłam początek i już po pierwszych zdaniach zaintrygowało mnie to, że fabuła umiejscowiona jest w innym czasie. Jest to niespotykane wśród dziewczyn piszących fanfiction, ponieważ jakby nie patrzeć jest to dość trudne zadanie, któremu Ty, jak najbardziej sprostałaś. Czytam dużo opowiadań typu bromance i muszę przyznać, że najbardziej w pamięć wbiły mi się te, które nie mają banalnej fabuły, tak samo jest z tym. Nie wiem czy masz taki wyniosły styl pisania, czy po prostu dostosowałaś go do opowiadania, ale wiedz, że idealnie współgra on z całością. Świetnie oddaje nastrój i emocje. Jeśli natomiast chodzi historię i bohaterów, to widać, że masz wszystko idealnie przemyślane. Podobają mi się kreacje Louisa i Harry'ego, czuję, że dużo może się wydarzyć, a postać młodszego chłopaka na zawsze zmieni poukładanego Louisa. Całe jego życie kręci się wokół pragnień i wymagań krewnych. Dostosowuje się do nich nie myśląc czego sam chce, uważa że to normalne, ale nagle zjawia się daleki krewny i wszystko się zmieni. Same początki, spotkanie z wróżką i przeczucie Rebecci sprawiły, że zaczęłam zastanawiać się, co takiego się wydarzy. Wyczuwam, że nic dobrego, biorąc pod uwagę, że akcja dzieje się w innych czasach, a tam liczyło się posłuszeństwo wobec starszych. Natomiast wydaje mi się, że Louis się zbuntuje, w dodatku... Dobra wybiegam w przyszłość ze swoim gdybaniem :P Widzisz co zrobiłaś? Zanim akcja zupełnie się rozkręci to umrę do tego czasu. Na pewno będę śledzić kolejne rozdziały, bo jest w tym opowiadaniu coś intrygującego, co sprawia, że chce się więcej. Najbardziej rozbawiło mnie jak przy którymś z rozdziałów napisałaś, że nie chciałabyś zrobić z Louisa, Rose z 'Titanica'. Śmiałam się przez to z jakieś dziesięć minut. Wymiatasz dziewczyno <3 Jest tylko jedna rzecz, która mnie irytowała podczas czytania każdej kolejnej części. Wiesz co? To, że zjeżdżałam na sam koniec, a tam: 'Brak komentarzy' -.- Nie wiem jak to możliwe, ale ludzie chyba poszaleli. Nie rozumiem zupełnie o co chodzi. Durne opowiadania mają po 54376627678382 komentarzy, a te naprawdę warte uwagi są omijane. Cieszę się, że odwiedziłaś mojego bloga, dzięki czemu ja mogłam zapoznać się z Twoją twórczością. Do następnego xx I wybacz za taką rozprawkę, ale musiałam :D

    OdpowiedzUsuń