Mixon, dziękuję serdecznie za komentarz :)
Zwłaszcza, że chciało Ci się napisać tak długą recenzję. A co do tego, że nikt
inny nie komentuje/nie czyta… Może ludziom takie opowiadanie nie podchodzi.
Dawne czasy, jakaś arystokracja, zero twittera itp., hahaha. Może kojarzy się z
jakąś „Lalką” czy innym „Nad Niemnem” ;D Mam jednak nadzieję, że z czasem się rozkręci;
być może gdy pojawi się Larry z prawdziwego zdarzenia. Na to jednak przyjdzie
trochę poczekać, bo fascynacja musi rozwijać się stopniowo w tym przypadku.
Zwłaszcza, że akcja rozgrywa się w Anglii w czasach, gdy za związki
homoseksualne karano więzieniem (a do 1861 r. nawet śmiercią!). Wiem, że
wybrałam trudny temat, ale opowiadań o Larrym było już tyle, że ciężko wymyślić
coś nowego.
Masz rację: całą fabułę mam ułożoną w
głowie:) Oczywiście czasem zmieniają się detale, ale ogólnie staram się trzymać
planu, by nie rozwlekać nadmiernie. I
tak zapowiada się długie, a w związku z tym obawiam się, że go nie skończę :/
Niestety nie mam cierpliwości do takich rzeczy. Poza tym moje zdrowie… no
nieważne, myślmy pozytywnie:)
Na razie pracuję też nad opowiadaniem
bożonarodzeniowym, na szczęście rozgrywającym się w czasach współczesnych :P
Jaka to cudowna odtrutka! Bohaterowie mogą używać komórek, jeździć samochodem,
kląć ;D Postaram się wrzucić je w trzech lub czterech częściach, tak, by
ostatnia wypadła w Wigilię. Mam nadzieję, że komuś przypadnie do gustu:)
* * *
W środę po południu
Louis udał się, zgodnie z zaproszeniem wystosowanym przez Calderów, z wizytą do
rodziny swojej przyszłej narzeczonej. Cieszył się na spotkanie z Eleanor,
jednak całość przedsięwzięcia traktował raczej jako obowiązek. Czekały go
minimum trzy godziny konieczności trzymania się etykiety towarzyskiej, w czasie
których, jeśli będzie miał szczęście, wybierze się może z Eleanor na spacer po
ogrodzie – a i tak z okna będą podglądani przez jej rodziców.
Gdy Louis jechał do
Marlow’s End, w pewnym momencie wydawało mu się, że gdzieś zza drzew mignęła mu
kędzierzawa czupryna Harry’ego. Hmm, dziwne. Odwrócił się w tamtym kierunku,
wypatrując pilnie, ale niczego już nie zauważył. Pewnie mu się przewidziało. Po
co Harry miałby go śledzić, a tym bardziej się przed nim ukrywać? Bez sensu.
Tego dnia nie widział
się już z młodym Stylesem, ale następnego wybrali się we dwójkę na długi
spacer, korzystając z pięknej pogody. Harry zdawkowo zapytał o wizytę Louisa u
Calderów, a ten opowiedział mu co nieco, informując jednocześnie, że będzie
miał okazję poznać Eleanor następnego dnia, na pikniku. Chłopak uśmiechnął się
półgębkiem i powiedział jedynie „Nie mogę się doczekać”. Louis po raz kolejny
odniósł dziwne wrażenie, że Harry z jakiegoś powodu nie lubi Eleanor – co było
zupełnie irracjonalne, bo przecież jej nie znał – ale wolał nie poruszać tego
tematu. Po pierwsze, nie chciał znowu pokłócić się z młodszym chłopakiem, a po
drugie, ów i tak by zaprzeczył. Poza tym nie zamierzał psuć nastroju tego
pięknego, słonecznego dnia. Harry był w wyjątkowo dobrym humorze – śmiał się,
żartował, opowiadał wesołe historyjki, chwilami zachowywał się jak dziecko, a
nie człowiek u progu dorosłości.
Przeszli już dobre
cztery mile, a że słońce przygrzewało mocno, postanowili odpocząć chwilę w
cienistym zagajniku nad szemrzącym łagodnie strumieniem. Usiedli na trawie, a
Louis wyciągnął ze swojej torby dwie butelki oranżady, które wstawił do wody,
by napój nieco się schłodził.
- Dobra pogoda na
piknik – powiedział Harry. – To chyba niezły towarzyski spęd, prawda?
- Wszyscy
przedstawiciele wyższych sfer z okolicy – potwierdził Louis, jednocześnie
obmywając twarz chłodną wodą. Gdy wrócił na Harry’ego, na skórze błyszczały mu
małe kropelki. – Okazja do poznania wszystkich plot oraz nowych twarzy po tej
stronie Leicester. Będziesz na celowniku.
- No tak – wyszczerzył
zęby Harry, zupełnie nieprzejęty. – Tajemniczy, zaginiony członek rodziny zza
wielkiego morza.
- W zasadzie – Louisowi
przypomniało się, że od dawna chciał poruszyć ten temat, a zawsze zapominał –
jakie dokładnie pokrewieństwo nas łączy?
- A ty co, zamierzasz
mieć ze mną dzieci, że ma to jakiekolwiek znaczenie? – zaśmiał się Harry.
Gdyby Louis usłyszał
taki tekst jeszcze kilka dni temu, pewnie by go zatkało. Ale minęło już trochę
czasu, zdążył poznać usposobienie Harry’ego i jego specyficzne poczucie humoru,
więc jedynie przewrócił oczami.
- Tak, jasne, co
najmniej dwójkę słodkich bobasów – odpalił. – Ja będę tatusiem, a ty mamusią.
Układ stoi?
- Niczym dziwka pod
latarnią! – klasnął w dłonie Harry.
Louis westchnął ciężko,
ale zdradzał go pełen wyrozumiałości uśmiech.
- Ty mnie momentami
załamujesz, naprawdę…
- Ale lubisz mnie choć
trochę? – Harry teatralnie zatrzepotał rzęsami. – Mimo wszystkich moich wad?
Louis spojrzał na
niego.
W brązowych lokach
Harry’ego tańczyły przebijające przez liście słoneczne blaski, które jasnymi
plamkami zdobiły też jego twarz i ramiona. Na policzkach chłopaka rysowały się
dołeczki, nieodmiennie towarzyszące jego uśmiechowi. Harry w tym momencie wydał
się Louisowi taki jasny, pogodny i radosny. Był jak… lato. Tak, był niczym ten
letni, piękny dzień, kiedy wszystko zdawało się kąpać w słońcu i beztrosce,
zabarwionej nutą kokieterii. W tej chwili nie dało się go nie uwielbiać.
- Jesteś… wyjątkowy –
odpowiedział Louis, może nieco poważniej niż by wynikało z dowcipnego nastroju
wprowadzonego przez Harry’ego.
Z warg Harry’ego nie
znikał uśmiech, z tym, że teraz stał się on nieco mniej żartobliwy, a bardziej
czuły.
- Każdy człowiek jest
wyjątkowy. Ty też.
- Ja? Daj spokój –
prychnął Louis. – Jestem chyba najbardziej szarą i pospolitą osobą na tym
świecie.
- Mylisz się – odparł
Harry, jednocześnie kładąc się na trawie, z rękami założonymi za głowę i
przymykając oczy. – A co do twojego pierwszego pytania, dotyczącego
pokrewieństwa: jesteśmy kimś w rodzaju dalszego kuzynostwa. Twoja babcia ze
strony matki i mój dziadek ze strony matki byli rodzeństwem. Dziadek na
początku lat pięćdziesiątych wyemigrował do Stanów, tam się ożenił i miał
kilkoro dzieciaków, w tym moją mamę.
- A twój ojciec? Kim
jest? – Louis miał nadzieję, że wgląd w sytuację rodzinną Harry’ego pozwoli mu
lepiej zrozumieć jego osobę i niektóre zachowania.
- Raczej był – odparł
Harry. – Zmarł, gdy miałem jedenaście
lat.
- Och… rozumiem.
Przykro mi.
- Takie życie. – Styles nie wyglądał na szczególnie
przejętego; nadal leżał z rękami za głową i zamkniętymi oczami. A może
zwyczajnie po kilku latach żałoba po ojcu już w nim okrzepła i potrafił o
zmarłym mówić bez emocji. – Zostawił mamie sporo pieniędzy. Nie minął rok, a
już do jej drzwi zaczęli pukać adoratorzy, gotowi zaopiekować się majętną
wdówką. Do tej pory odrzucała wszystkich, ale kto wie, co się wydarzy.
- A ty – podpytał Louis
– jak się zapatrujesz na jej ewentualne powtórne małżeństwo?
- Ja już miałem ojca.
Nie potrzebuję nowego.
Harry umilkł, chyba
nawet nie oczekując komentarza ze strony Louisa. Leżał, wygodnie rozciągnięty
na trawie, a jego twarz wyrażała zupełny spokój i zrelaksowanie, wręcz
zastanawiające, biorąc pod uwagę sytuację rodzinną, o jakiej opowiadał.
Louis zamyślił się po
tym, co usłyszał.
Czyżby przyjazd
Harry’ego do Anglii był pomysłem jego matki? Może chciała na jakiś czas pozbyć
się syna, który niechętnym okiem patrzył na jej adoratorów? Który przeszkadzał
jej w ułożeniu sobie życia na nowo po śmierci pierwszego męża? To miało sens,
nawet jeśli w bardzo niekorzystnym świetle stawiało panią Anne Styles.
Louis wolał powstrzymać
się z ocenami, dopóki nie pozna całej sytuacji. Z tego, o co niby mimochodem
zapytał własną matkę, wiedział, że to właśnie ciotka Anne napisała do
Tomlinsonów, czy jej syn, Harry, nie mógłby spędzić u nich kilku tygodni.
Pisała, że Harry zamierza zwiedzić Anglię, może nawet wybrać się do Francji, a
przy okazji chce odwiedzić krewnych.
Na pierwszy rzut oka
nie było w tym nic podejrzanego. Wielu młodych mężczyzn po skończeniu szkoły
wybierało się w długie, często trwające miesiącami podróże – oczywiście ci,
którzy mogli sobie na to pozwolić finansowo. Chcieli zobaczyć kawałek świata,
zanim wejdą w dorosłe życie i podejmą poważne decyzje dotyczące dalszego
kształcenia się, kariery zawodowej i małżeństwa. W przypadku Harry’ego mogło
być podobnie. Z tym, że Louisowi w całej układance nie pasował jeden element:
ciotce Anne zależało na szybkiej odpowiedzi, czy Tomlinsonowie zgodzą się
gościć Harry’ego w Castamere. Prosiła o wstępną odpowiedź telegramem, zdając
sobie sprawę, że nim list dotrze do Bostonu, mogą minąć tygodnie. Jako powód
pośpiechu podawała, iż Harry ma szansę kupić po okazyjnej cenie bilet na statek
od znajomego, który z przyczyn rodzinnych musiał zrezygnować z podróży.
Wszystko niby brzmiało logicznie, jednak Louis nie umiał pozbyć się wrażenia,
że za tak szybkim przybyciem Harry’ego Stylesa do Europy kryje się coś więcej.
Że komuś bardzo zależało, by pozbyć się chłopaka z Bostonu.
Louis ponownie
przyjrzał się Harry’emu, który nadal leżał wygodnie z zamkniętymi oczami. Na
jego twarzy malował się zupełny spokój, a na ustach lekki uśmiech. Wyglądał,
jakby zasnął.
Louis – nawet nie
bardzo zdając sobie sprawę z tego, co robi – przesunął wzrokiem po całej jego
sylwetce, poczynając od kasztanowych loków, przez linię nosa, ust i podbródka,
po szyję i wychylającą spod nieco rozpiętej koszuli klatkę piersiową, i dalej –
przez płaski brzuch i długie nogi. I pomyślał, jak bardzo niezwykły jest Harry.
Jego specyficzny urok uderzył Louisa już tego pierwszego wieczora przy kolacji,
gdy Harry wkroczył do jadalni, ale teraz Tomlinson dostrzegał więcej niuansów.
Harry wyglądał jak anioł, jednak gdzieś pod tą słodką powłoką krył się bardziej
mroczny czar, coś nieuchwytnego i nienazwanego, a niepokojącego. Louis był
pewien, że ten osiemnastolatek byłby w stanie owinąć sobie wokół palca niemal
każdego człowieka na świecie, nawet specjalnie się nie wysilając.
Harry był niczym kilka
osób w jednym człowieku. Potrafił być dziecięco beztroski, by za chwilę wykazać
się mądrością starca. Żartował i śmiał się, a zaraz potem jego twarz umiała
ściągnąć się w wyrazie gniewu. Kochał życie takim, jakie jest, a jednocześnie
oceniał je w swój specyficzny, nieco ironiczny sposób. Był fantastycznie
utalentowany i zarazem zdawał się w ogóle nie przejmować swoimi
ponadprzeciętnymi zdolnościami i nie wiązał z nimi przyszłości. Sprawiał
wrażenie, że potrafiłby się odnaleźć w każdych okolicznościach, każdych czasach
i w każdym towarzystwie, a zarazem nie pasował nigdzie i do nikogo. Harry
Styles był człowiekiem pełnym sprzeczności, zmiennym niczym wiosenna pogoda,
niestabilnym, pogmatwanym.
I fascynującym.
Louis poczuł w sercu
ukłucie niepokoju. Nie powinien tak interesować się tym chłopakiem i w żadnym
razie nie powinien przywiązywać się do niego. Nie powinien nawet na niego
patrzeć. Nie tak, jak patrzył w tej chwili.
W tym momencie Harry
otworzył oczy i złowił spojrzenie Louisa. Ten gwałtownie odwrócił głowę – zbyt
gwałtownie, by uszło to uwagi spostrzegawczego Harry’ego. Młody Styles przez
kilka sekund patrzył na swego towarzysza, a jego twarz miała nieodgadniony
wyraz – coś na pograniczu radości, zachwytu, zrozumienia i zdziwienia.
- Myślę, że oranżada
będzie już dobra – powiedział, unosząc kąciki ust w uśmiechu. – Przyda się nam
trochę ochłody.
No i jestem z kolejnym komentarzem :D Nie masz pojęcia jak bardzo wciągnęłaś mnie w to opowiadanie. Ta historia jest niezwykła. Nie ma w niej nic, co znalazłam w dziesiątkach innych, które czytałam. No poza wątkiem Larry'ego oczywiście :P Wiesz co? Gdyby 'Lalka' była napisana w ten sposób, to pewnie przeczytałabym ją nawet kilka razy. Ja też czasami mówię 'nie przeczytałabym tego, bo coś tam...' ale zauważyłam, że to nie zależy od tego co to jest, tylko jak się to czyta. Jeśli nie chcą czytać, to ich sprawa, nie wiedzą ile tracą. To, że akcja toczy się wolno, akurat w tym opowiadaniu jest atutem. Tak jak wspomniałaś, kiedyś było inaczej. Uczucie rodzące się między dwoma mężczyznami było nienormalne i zakazane. Dlatego też dziwne byłoby, gdyby za chwilę wyznawali sobie miłość itp. To powinno tyle trwać, powinni się z tym zmagać (pewnie Louisowi zajmie to dużo więcej czasu :P), to uczucie powinno rodzić się stopniowo, tak musi być i koniec haha Idealnie to wszystko ze sobą zgrywasz i jak jeszcze raz przeczytam, że nie wiesz czy je dokończysz, to Cię odnajdę. Weszłam tu i zaczęłam czytać, więc nie ma mowy o jakimkolwiek zamykaniu działalności. Jak jutro wrócę z uczelni to zajmę się doskonaleniem mojego tumblra i polecę Twojego bloga w rekomendacjach :D Chcę widzieć zakończenie tej historii, bo popadnę w depresję, zjem kilka czekolad + chipsy i zacznę wyglądać jak własna babcia. Nie rób mi tego xD Czekam na kolejny rozdział. Życzę weny i do następnego.
OdpowiedzUsuńA tak a propos, wrzuciłam na tumblra one shota z Larrym, którego napisałam kilka miesięcy temu. Chcę sprawdzić, czy to co napisałam jest w stanie się spodobać i czy to w ogóle ma sens zaczynać jakieś dłuższe opowiadanie bromance. Jeśli znajdziesz czas i chciałabyś się wypowiedzieć, to byłabym wdzięczna. Potrzebuję obiektywnej opinii. A oto mój adres (z zakładce one shots' znajdziesz moje eksperymentalne coś :P) http://mixoooon.tumblr.com/