poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 3: Ona i on (cz. 2)



Mixon, dziękuję serdecznie za komentarz :) Zwłaszcza, że chciało Ci się napisać tak długą recenzję. A co do tego, że nikt inny nie komentuje/nie czyta… Może ludziom takie opowiadanie nie podchodzi. Dawne czasy, jakaś arystokracja, zero twittera itp., hahaha. Może kojarzy się z jakąś „Lalką” czy innym „Nad Niemnem” ;D Mam jednak nadzieję, że z czasem się rozkręci; być może gdy pojawi się Larry z prawdziwego zdarzenia. Na to jednak przyjdzie trochę poczekać, bo fascynacja musi rozwijać się stopniowo w tym przypadku. Zwłaszcza, że akcja rozgrywa się w Anglii w czasach, gdy za związki homoseksualne karano więzieniem (a do 1861 r. nawet śmiercią!). Wiem, że wybrałam trudny temat, ale opowiadań o Larrym było już tyle, że ciężko wymyślić coś nowego.

Masz rację: całą fabułę mam ułożoną w głowie:) Oczywiście czasem zmieniają się detale, ale ogólnie staram się trzymać planu, by nie rozwlekać nadmiernie.  I tak zapowiada się długie, a w związku z tym obawiam się, że go nie skończę :/ Niestety nie mam cierpliwości do takich rzeczy. Poza tym moje zdrowie… no nieważne, myślmy pozytywnie:)

Na razie pracuję też nad opowiadaniem bożonarodzeniowym, na szczęście rozgrywającym się w czasach współczesnych :P Jaka to cudowna odtrutka! Bohaterowie mogą używać komórek, jeździć samochodem, kląć ;D Postaram się wrzucić je w trzech lub czterech częściach, tak, by ostatnia wypadła w Wigilię. Mam nadzieję, że komuś przypadnie do gustu:)


 *    *    *



W środę po południu Louis udał się, zgodnie z zaproszeniem wystosowanym przez Calderów, z wizytą do rodziny swojej przyszłej narzeczonej. Cieszył się na spotkanie z Eleanor, jednak całość przedsięwzięcia traktował raczej jako obowiązek. Czekały go minimum trzy godziny konieczności trzymania się etykiety towarzyskiej, w czasie których, jeśli będzie miał szczęście, wybierze się może z Eleanor na spacer po ogrodzie – a i tak z okna będą podglądani przez jej rodziców.
Gdy Louis jechał do Marlow’s End, w pewnym momencie wydawało mu się, że gdzieś zza drzew mignęła mu kędzierzawa czupryna Harry’ego. Hmm, dziwne. Odwrócił się w tamtym kierunku, wypatrując pilnie, ale niczego już nie zauważył. Pewnie mu się przewidziało. Po co Harry miałby go śledzić, a tym bardziej się przed nim ukrywać? Bez sensu.
Tego dnia nie widział się już z młodym Stylesem, ale następnego wybrali się we dwójkę na długi spacer, korzystając z pięknej pogody. Harry zdawkowo zapytał o wizytę Louisa u Calderów, a ten opowiedział mu co nieco, informując jednocześnie, że będzie miał okazję poznać Eleanor następnego dnia, na pikniku. Chłopak uśmiechnął się półgębkiem i powiedział jedynie „Nie mogę się doczekać”. Louis po raz kolejny odniósł dziwne wrażenie, że Harry z jakiegoś powodu nie lubi Eleanor – co było zupełnie irracjonalne, bo przecież jej nie znał – ale wolał nie poruszać tego tematu. Po pierwsze, nie chciał znowu pokłócić się z młodszym chłopakiem, a po drugie, ów i tak by zaprzeczył. Poza tym nie zamierzał psuć nastroju tego pięknego, słonecznego dnia. Harry był w wyjątkowo dobrym humorze – śmiał się, żartował, opowiadał wesołe historyjki, chwilami zachowywał się jak dziecko, a nie człowiek u progu dorosłości.
Przeszli już dobre cztery mile, a że słońce przygrzewało mocno, postanowili odpocząć chwilę w cienistym zagajniku nad szemrzącym łagodnie strumieniem. Usiedli na trawie, a Louis wyciągnął ze swojej torby dwie butelki oranżady, które wstawił do wody, by napój nieco się schłodził.
- Dobra pogoda na piknik – powiedział Harry. – To chyba niezły towarzyski spęd, prawda?
- Wszyscy przedstawiciele wyższych sfer z okolicy – potwierdził Louis, jednocześnie obmywając twarz chłodną wodą. Gdy wrócił na Harry’ego, na skórze błyszczały mu małe kropelki. – Okazja do poznania wszystkich plot oraz nowych twarzy po tej stronie Leicester. Będziesz na celowniku.
- No tak – wyszczerzył zęby Harry, zupełnie nieprzejęty. – Tajemniczy, zaginiony członek rodziny zza wielkiego morza.

- W zasadzie – Louisowi przypomniało się, że od dawna chciał poruszyć ten temat, a zawsze zapominał – jakie dokładnie pokrewieństwo nas łączy?
- A ty co, zamierzasz mieć ze mną dzieci, że ma to jakiekolwiek znaczenie? – zaśmiał się Harry.
Gdyby Louis usłyszał taki tekst jeszcze kilka dni temu, pewnie by go zatkało. Ale minęło już trochę czasu, zdążył poznać usposobienie Harry’ego i jego specyficzne poczucie humoru, więc jedynie przewrócił oczami.
- Tak, jasne, co najmniej dwójkę słodkich bobasów – odpalił. – Ja będę tatusiem, a ty mamusią. Układ stoi?
- Niczym dziwka pod latarnią! – klasnął w dłonie Harry.
Louis westchnął ciężko, ale zdradzał go pełen wyrozumiałości uśmiech. 
- Ty mnie momentami załamujesz, naprawdę…
- Ale lubisz mnie choć trochę? – Harry teatralnie zatrzepotał rzęsami. – Mimo wszystkich moich wad?
Louis spojrzał na niego.
W brązowych lokach Harry’ego tańczyły przebijające przez liście słoneczne blaski, które jasnymi plamkami zdobiły też jego twarz i ramiona. Na policzkach chłopaka rysowały się dołeczki, nieodmiennie towarzyszące jego uśmiechowi. Harry w tym momencie wydał się Louisowi taki jasny, pogodny i radosny. Był jak… lato. Tak, był niczym ten letni, piękny dzień, kiedy wszystko zdawało się kąpać w słońcu i beztrosce, zabarwionej nutą kokieterii. W tej chwili nie dało się go nie uwielbiać.
- Jesteś… wyjątkowy – odpowiedział Louis, może nieco poważniej niż by wynikało z dowcipnego nastroju wprowadzonego przez Harry’ego.
Z warg Harry’ego nie znikał uśmiech, z tym, że teraz stał się on nieco mniej żartobliwy, a bardziej czuły.
- Każdy człowiek jest wyjątkowy. Ty też.
- Ja? Daj spokój – prychnął Louis. – Jestem chyba najbardziej szarą i pospolitą osobą na tym świecie.
- Mylisz się – odparł Harry, jednocześnie kładąc się na trawie, z rękami założonymi za głowę i przymykając oczy. – A co do twojego pierwszego pytania, dotyczącego pokrewieństwa: jesteśmy kimś w rodzaju dalszego kuzynostwa. Twoja babcia ze strony matki i mój dziadek ze strony matki byli rodzeństwem. Dziadek na początku lat pięćdziesiątych wyemigrował do Stanów, tam się ożenił i miał kilkoro dzieciaków, w tym moją mamę.
- A twój ojciec? Kim jest? – Louis miał nadzieję, że wgląd w sytuację rodzinną Harry’ego pozwoli mu lepiej zrozumieć jego osobę i niektóre zachowania.
- Raczej był – odparł Harry. –  Zmarł, gdy miałem jedenaście lat.
- Och… rozumiem. Przykro mi. 
- Takie życie.  – Styles nie wyglądał na szczególnie przejętego; nadal leżał z rękami za głową i zamkniętymi oczami. A może zwyczajnie po kilku latach żałoba po ojcu już w nim okrzepła i potrafił o zmarłym mówić bez emocji. – Zostawił mamie sporo pieniędzy. Nie minął rok, a już do jej drzwi zaczęli pukać adoratorzy, gotowi zaopiekować się majętną wdówką. Do tej pory odrzucała wszystkich, ale kto wie, co się wydarzy.
- A ty – podpytał Louis – jak się zapatrujesz na jej ewentualne powtórne małżeństwo?
- Ja już miałem ojca. Nie potrzebuję nowego.
Harry umilkł, chyba nawet nie oczekując komentarza ze strony Louisa. Leżał, wygodnie rozciągnięty na trawie, a jego twarz wyrażała zupełny spokój i zrelaksowanie, wręcz zastanawiające, biorąc pod uwagę sytuację rodzinną, o jakiej opowiadał.
Louis zamyślił się po tym, co usłyszał.
Czyżby przyjazd Harry’ego do Anglii był pomysłem jego matki? Może chciała na jakiś czas pozbyć się syna, który niechętnym okiem patrzył na jej adoratorów? Który przeszkadzał jej w ułożeniu sobie życia na nowo po śmierci pierwszego męża? To miało sens, nawet jeśli w bardzo niekorzystnym świetle stawiało panią Anne Styles.
Louis wolał powstrzymać się z ocenami, dopóki nie pozna całej sytuacji. Z tego, o co niby mimochodem zapytał własną matkę, wiedział, że to właśnie ciotka Anne napisała do Tomlinsonów, czy jej syn, Harry, nie mógłby spędzić u nich kilku tygodni. Pisała, że Harry zamierza zwiedzić Anglię, może nawet wybrać się do Francji, a przy okazji chce odwiedzić krewnych.
Na pierwszy rzut oka nie było w tym nic podejrzanego. Wielu młodych mężczyzn po skończeniu szkoły wybierało się w długie, często trwające miesiącami podróże – oczywiście ci, którzy mogli sobie na to pozwolić finansowo. Chcieli zobaczyć kawałek świata, zanim wejdą w dorosłe życie i podejmą poważne decyzje dotyczące dalszego kształcenia się, kariery zawodowej i małżeństwa. W przypadku Harry’ego mogło być podobnie. Z tym, że Louisowi w całej układance nie pasował jeden element: ciotce Anne zależało na szybkiej odpowiedzi, czy Tomlinsonowie zgodzą się gościć Harry’ego w Castamere. Prosiła o wstępną odpowiedź telegramem, zdając sobie sprawę, że nim list dotrze do Bostonu, mogą minąć tygodnie. Jako powód pośpiechu podawała, iż Harry ma szansę kupić po okazyjnej cenie bilet na statek od znajomego, który z przyczyn rodzinnych musiał zrezygnować z podróży. Wszystko niby brzmiało logicznie, jednak Louis nie umiał pozbyć się wrażenia, że za tak szybkim przybyciem Harry’ego Stylesa do Europy kryje się coś więcej. Że komuś bardzo zależało, by pozbyć się chłopaka z Bostonu.
Louis ponownie przyjrzał się Harry’emu, który nadal leżał wygodnie z zamkniętymi oczami. Na jego twarzy malował się zupełny spokój, a na ustach lekki uśmiech. Wyglądał, jakby zasnął.
Louis – nawet nie bardzo zdając sobie sprawę z tego, co robi – przesunął wzrokiem po całej jego sylwetce, poczynając od kasztanowych loków, przez linię nosa, ust i podbródka, po szyję i wychylającą spod nieco rozpiętej koszuli klatkę piersiową, i dalej – przez płaski brzuch i długie nogi. I pomyślał, jak bardzo niezwykły jest Harry. Jego specyficzny urok uderzył Louisa już tego pierwszego wieczora przy kolacji, gdy Harry wkroczył do jadalni, ale teraz Tomlinson dostrzegał więcej niuansów. Harry wyglądał jak anioł, jednak gdzieś pod tą słodką powłoką krył się bardziej mroczny czar, coś nieuchwytnego i nienazwanego, a niepokojącego. Louis był pewien, że ten osiemnastolatek byłby w stanie owinąć sobie wokół palca niemal każdego człowieka na świecie, nawet specjalnie się nie wysilając.
Harry był niczym kilka osób w jednym człowieku. Potrafił być dziecięco beztroski, by za chwilę wykazać się mądrością starca. Żartował i śmiał się, a zaraz potem jego twarz umiała ściągnąć się w wyrazie gniewu. Kochał życie takim, jakie jest, a jednocześnie oceniał je w swój specyficzny, nieco ironiczny sposób. Był fantastycznie utalentowany i zarazem zdawał się w ogóle nie przejmować swoimi ponadprzeciętnymi zdolnościami i nie wiązał z nimi przyszłości. Sprawiał wrażenie, że potrafiłby się odnaleźć w każdych okolicznościach, każdych czasach i w każdym towarzystwie, a zarazem nie pasował nigdzie i do nikogo. Harry Styles był człowiekiem pełnym sprzeczności, zmiennym niczym wiosenna pogoda, niestabilnym, pogmatwanym.
I fascynującym.
Louis poczuł w sercu ukłucie niepokoju. Nie powinien tak interesować się tym chłopakiem i w żadnym razie nie powinien przywiązywać się do niego. Nie powinien nawet na niego patrzeć. Nie tak, jak patrzył w tej chwili.
W tym momencie Harry otworzył oczy i złowił spojrzenie Louisa. Ten gwałtownie odwrócił głowę – zbyt gwałtownie, by uszło to uwagi spostrzegawczego Harry’ego. Młody Styles przez kilka sekund patrzył na swego towarzysza, a jego twarz miała nieodgadniony wyraz – coś na pograniczu radości, zachwytu, zrozumienia i zdziwienia.
- Myślę, że oranżada będzie już dobra – powiedział, unosząc kąciki ust w uśmiechu. – Przyda się nam trochę ochłody.
 

1 komentarz:

  1. No i jestem z kolejnym komentarzem :D Nie masz pojęcia jak bardzo wciągnęłaś mnie w to opowiadanie. Ta historia jest niezwykła. Nie ma w niej nic, co znalazłam w dziesiątkach innych, które czytałam. No poza wątkiem Larry'ego oczywiście :P Wiesz co? Gdyby 'Lalka' była napisana w ten sposób, to pewnie przeczytałabym ją nawet kilka razy. Ja też czasami mówię 'nie przeczytałabym tego, bo coś tam...' ale zauważyłam, że to nie zależy od tego co to jest, tylko jak się to czyta. Jeśli nie chcą czytać, to ich sprawa, nie wiedzą ile tracą. To, że akcja toczy się wolno, akurat w tym opowiadaniu jest atutem. Tak jak wspomniałaś, kiedyś było inaczej. Uczucie rodzące się między dwoma mężczyznami było nienormalne i zakazane. Dlatego też dziwne byłoby, gdyby za chwilę wyznawali sobie miłość itp. To powinno tyle trwać, powinni się z tym zmagać (pewnie Louisowi zajmie to dużo więcej czasu :P), to uczucie powinno rodzić się stopniowo, tak musi być i koniec haha Idealnie to wszystko ze sobą zgrywasz i jak jeszcze raz przeczytam, że nie wiesz czy je dokończysz, to Cię odnajdę. Weszłam tu i zaczęłam czytać, więc nie ma mowy o jakimkolwiek zamykaniu działalności. Jak jutro wrócę z uczelni to zajmę się doskonaleniem mojego tumblra i polecę Twojego bloga w rekomendacjach :D Chcę widzieć zakończenie tej historii, bo popadnę w depresję, zjem kilka czekolad + chipsy i zacznę wyglądać jak własna babcia. Nie rób mi tego xD Czekam na kolejny rozdział. Życzę weny i do następnego.
    A tak a propos, wrzuciłam na tumblra one shota z Larrym, którego napisałam kilka miesięcy temu. Chcę sprawdzić, czy to co napisałam jest w stanie się spodobać i czy to w ogóle ma sens zaczynać jakieś dłuższe opowiadanie bromance. Jeśli znajdziesz czas i chciałabyś się wypowiedzieć, to byłabym wdzięczna. Potrzebuję obiektywnej opinii. A oto mój adres (z zakładce one shots' znajdziesz moje eksperymentalne coś :P) http://mixoooon.tumblr.com/

    OdpowiedzUsuń