sobota, 21 grudnia 2013

Grudniowa zawierucha (część 1/3)




Postanowiłam napisać opowiadanie świąteczne, oczywiście o Larrym. Mam nadzieję, że ktoś tu zajrzy i przeczyta (przy okazji: Mixon, dziękuję stukrotnie za komentarz!:)) 

Jest zupełnie inne od „Deszczy” – przede wszystkim akcja dzieje się we współczesności, a Harry i Louis są normalnie członkami One Direction. 

Zamierzam opublikować je w trzech częściach: pierwsza już poniżej, druga powinna pojawić się jutro wieczorem lub w poniedziałek po południu (jeszcze nie ustaliłam), a ostatnia w Wigilię. Opowiadanie nie jest jeszcze skończone, trwa wyścig z czasem ;) Ale mając przysłowiowy nóż na gardle bardziej się mobilizuję, więc wierzę, że dam radę je skończyć – o ile samopoczucie dopisze, bo ostatnio mam gorszy czas. 

Okej, nie truję już, zapraszam na opowiadanie. Zaczyna się trochę mało świątecznie. I ostrzegam: sporo przekleństw :P


*    *   *


GRUDNIOWA ZAWIERUCHA

czyli opowieść wigilijna 2013


*    *    *



Dźwięk telefonu obudził Nialla Horana dokładnie o godzinie 2:28 w nocy. Irlandczyk w pierwszej chwili chciał zignorować sygnał, ale melodyjka nie milkła. Wydał więc z siebie wściekły pomruk i po omacku sięgnął po komórkę. Jednym okiem zerknął na wyświetlacz.
Harry.
- Zabiję gnoja… - warknął. Nie podnosząc nawet głowy z poduszki, odebrał: - Czego?
Po drugiej stronie przez kilka sekund panowała cisza, nim dał się słyszeć słaby głos Harry’ego.
- Niall?
- No raczej. Wiesz, która jest godzina, złamasie? – Niall bywał zły i marudny tylko w dwóch okolicznościach: gdy był głodny i gdy ktoś go budził. – Co ci odwaliło?
- Niall, wiem, że jest późno, ale… mógłbyś przyjechać?
- Czyś ty, kurwa, oszalał, jest… - urwał w pół zdania, nagle przytomniejąc i uświadamiając sobie, jak bardzo dziwna jest ta sytuacja: Harry dzwoni do niego w środku nocy, mówi nieswoim tonem i na dodatek prosi o przyjazd. Takie rzeczy nie dzieją się codziennie. – Harry…? Coś się stało?
Niall usłyszał pociągnięcie nosem i ciężki oddech.
- Hazz, ty płaczesz? – Teraz Niall zaniepokoił się nie na żarty. Harry bywał emocjonalny, ale bardzo rzadko powodem jego łez była rozpacz. Nie załamywał się bez powodów; nawet jeśli miał problem, starał się go rozwiązać, a nie rozdzierał szaty, albo bezradnie czekał na pomoc z zewnątrz. Dlatego ta sytuacja była skrajnie nienaturalna.
- Po prostu przyjedź, jeśli możesz, okej? – powiedział Harry słabo. – Muszę z kimś pogadać, bo zwariuję, a ty… ty mnie zrozumiesz… Pokłóciłem się z Lou…
Ostatnie zdanie Niall ledwo usłyszał, ale wystarczyło, by senność natychmiast z niego uleciała. Cholera jasna! Jeśli Harry miał scysję z Louisem, po której znajduje się w takim stanie, znaczy, że musiało być ostro. To nie wróżyło dobrze.
- Będę u ciebie za dwadzieścia minut, okej? – powiedział, wygrzebując się spod kołdry. – Jesteś w domu?
- Tak. Dzięki, Niall…
- Daj spokój, od tego ma się kumpli. Do zobaczenia.
- Cześć.
Harry rozłączył się, a Niall zapalił światło i złapał pierwsze lepsze ciuchy, które następnie wciągnął na siebie w pośpiechu. Nie zapytał Harry’ego, czy ten jest sam w swoim domu, czy też z Louisem, ale skoro dzwonił w środku nocy, to znaczyło, że znajduje się w kiepskim stanie psychicznym. Zatem lepiej było nie kazać mu czekać zbyt długo.
Niall zarzucił na siebie kurtkę, złapał kluczyki od samochodu i szybko opuścił mieszkanie. Zjechał windą na parking podziemny i już minutę później wyjeżdżał na ciemną londyńską ulicę.
Stolica o tej godzinie była dość opustoszała, zwłaszcza na przedmieściach. Było zimno i sypał drobny, puszysty śnieg, a przed domami i w witrynach sklepowych roiło się od świątecznych dekoracji. Nic dziwnego, za dwa dni Boże Narodzenie. Światełka, girlandy, Mikołaje, renifery i aniołki wypełniały londyńską przestrzeń, a gigantyczna choinka na Trafalgar Square już z daleka błyszczała tysiącami żaróweczek.
Niall nie miał jednak czasu na podziwianie bożonarodzeniowych dekoracji, umysł zaprzątało mu coś znacznie mniej radosnego. 
Telefon od Harry’ego bardzo go zaniepokoił. Niall wiedział, że jeśli Styles posunął się do tego, by w środku nocy dzwonić do kumpla, bo pokłócił się ze swoim chłopakiem, to naprawdę musiało iść na noże. Ciekawe, co też było przyczyną?
Ostatnio Harry i Louis w ogóle zdawali się przechodzić trudniejszy okres. Ostre zakazy i nakazy managementu nie sprzyjały ich związkowi, musieli kontrolować się na każdym kroku, by nie narazić się na nieprzyjemności. Do tego dochodziła ciągła presja, zmęczenie związane z promocją płyty, stała obecność fanów, nieustanne podróże i zmiany czasu. Niekończący się korowód wywiadów, programów telewizyjnych, sesji zdjęciowych i podpisywania płyt. Sztuczne uśmiechy, udawany entuzjazm, worki pod oczami maskowane makijażem. Życie, jakie prowadzili, nie sprzyjało utrzymaniu stałego związku, zwłaszcza takiego, który trzeba ukrywać. Harry’ego przybijał fakt, że Louis musi prowadzać się z Eleanor, a Louis wściekł się, gdy management zaplanował „związek” Harry’ego z początkującą modelką Kendall Jenner. Miał nawet o to pretensje do swojego chłopaka, jakby to była jego wina!
Niall westchnął ciężko, przejeżdżając akurat przez jasno oświetlony most na Tamizie. Boże, jedną z ostatnich rzeczy, jakich by pragnął, był rozpad związku Harry’ego i Louisa. Kibicował im od samego początku, pomagał, niekiedy pełnił wręcz rolę mediatora, gdy się posprzeczali. Fanki Larry’ego ochrzciły go nawet mianem „Niall shipper”, choć ich wiedza o jego roli była siłą rzeczy bardzo, bardzo ograniczona. Ale nie myliły się: Niall naprawdę gorąco wspierał związek Harry’ego i Louisa; był święcie przekonany, że ta dwójka jest dla siebie stworzona. Liam i Zayn podeszli do kwestii bardziej spokojnie i racjonalnie, akceptowali oczywiście, ale nie zamierzali wtrącać się w sprawy uczuciowe kolegów. Niall natomiast zaangażował się w pełni. Nic zatem dziwnego, że roztrzęsiony Harry zadzwonił akurat do niego.
Gdy Irlandczyk znalazł się wreszcie pod domem Stylesa, zauważył, że w żadnym z okien – przynajmniej po tej stronie budynku – nie pali się światło. Szybko wystukał odpowiedni kod na czytniku przy bramie i wjechał na podwórze. Był jedną z niewielu osób, które znały kody do bramy i drzwi domu Harry’ego, więc nie musiał trudzić się używaniem domofonu, ale nie nadużywał tego przywileju. Dziś był wyjątek.
Hall wejściowy powitał go ciemnością i ciszą.
- Harry?
Nikt nie odpowiedział, a Niallowi mimowolnie ciarki przeszły po plecach. Cała ta sytuacja coraz mniej mu się podobała.
- Harry, jesteś tu? To ja, Niall. – Chłopak skierował się ku schodom. – Harry?
Wszedł na piętro, czując dobiegający skądś chłód, narastający niemal z każdym stopniem. To, co zobaczył, wprawiło go w chwilowe osłupienie.
Harry leżał na kanapie w ciemnym salonie na pierwszym piętrze. Miał na sobie tylko koszulkę i spodnie, a w pokoju panowało przeraźliwe zimno. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że duże okno balkonowe było otwarte niemal na oścież, a wiatr unosił firankę w gwałtownych podmuchach, kurząc do środka drobnym śniegiem i wściekłym mrozem.
- Harry, oszalałeś?! – wykrzyknął Niall ze zgrozą, podbiegając do okna i zatrzaskując je szybko. Następnie zapalił światło i przypadł do Harry’ego. – Chcesz złapać zapalenie płuc? Boże, jesteś lodowaty! – Z przerażeniem potarł zziębnięte ramiona młodszego kolegi. – Dlaczego to zrobiłeś?
- Chciałem przewietrzyć – bąknął Harry. Wyglądał nie do końca świadomie, jakby nie wiedział, co się wokół niego dzieje. Oczy miał zaczerwienione i nie bardzo przytomne. Niall wyczuł od niego alkohol, ale nie skomentował tego faktu.
- Chyba zamarznąć na śmierć! – odparł nerwowo. – Masz, owiń się tym.
Opatulił Harry’ego włochatym kocem, leżącym na fotelu, po czym podszedł do elektronicznego panelu zamontowanego na ścianie, za pomocą którego regulowało się temperaturę w mieszkaniu. Chwilę zajęło mu zorientowanie się w skomplikowanym schemacie, ale wreszcie udało mu się ustawić ogrzewanie w tym konkretnym pokoju na najwyższą wartość. Za parę minut powinno zrobić się ciepło.
Harry trząsł się pod kocem, a Niallowi, gdy na niego spojrzał, towarzyszyły najróżniejsze emocje: od wściekłości, przez strach, po smutek. Louisa musiało nie być w domu, bo w przeciwnym razie na pewno nie pozwoliłby swojemu chłopakowi leżeć w lodowatym pokoju, obojętnie, jak bardzo się pokłócili.
- Zrobię ci gorącej herbaty – powiedział Niall. W tej chwili najważniejsze było doprowadzenie Harry’ego do normalnego stanu, przynajmniej pod względem fizycznym. – Musisz się rozgrzać.
- W bar…barku jest whiskey – mruknął niewyraźnie Harry, szczękając zębami.
- Chyba cię pojebało na dobre! – odparł zdenerwowany Niall. – Hipotermia plus alkohol to pewna śmierć. Herbata i nic więcej! Czekaj tu na mnie.

*

- …przecież dzwoniłem! Kilka razy, do cholery! Napisałem też smsa! Moja wina, że miałeś wyłączony telefon?!
- A naprawdę nie wiedziałeś wcześniej o tych jebanych urodzinach??? Mieliśmy ten wieczór spędzić razem, zaplanowałem wszystko, chciałem, żeby było miło, a ty miałeś to w dupie! Cholera, Harry, to jeden z nielicznych dni, kiedy mamy wolne, nie musimy iść na żadną debilną galę, wywiad czy ustawkę z papsami, a ty olałeś mnie i wybrałeś urodziny tego ćwoka!
- Mówisz tak tylko dlatego, że nie znosisz moich znajomych!
- Nie wszystkich! Większość jest także moimi znajomymi, ale akurat tej paki nie lubię i nie polubię!
- Nie znasz ich!
- Och, tak, kurwa, jasne! Wiem o Nicku najważniejsze: chce przelecieć mojego chłopaka. A to wystarczy, żebym chuja nie trawił!
- Chcieć to on sobie może!
- A ty sam się prosisz!
- Teraz to, kurwa, przegiąłeś…
- …i potem już zaczęło się na dobre…
Gdy Harry trochę doszedł do siebie, Niall zabrał się delikatnie do wypytywania go, co takiego się stało, że chłopak doprowadził się do tak żałosnego stanu. Styles początkowo mówił urywanymi i niezbyt składnymi zdaniami, przeskakując z jednego wątku na drugi, ale w końcu Niall zdołał połapać się w sytuacji. Okazało się, że Harry dostał zaproszenie na urodziny Maxa, partnera Nicka Grimshawa, i spędził wieczór na imprezie w klubie, zamiast z Louisem. I Louis się wściekł, na dodatek podwójnie: raz, że Harry wystawił go do wiatru, a dwa, że znowu balował w towarzystwie faceta, którego Tomlinson nie cierpiał – zresztą z wzajemnością. Gdy tylko Harry wrócił do domu, Louis już na niego czekał z wyrzutami. Od słowa do słowa, drobna sprzeczka przerodziła się w dziką awanturę. Tyle przynajmniej zrozumiał Niall.
- Ja naprawdę dzwoniłem i pisałem, Niall – stęknął Harry, jakby chciał się usprawiedliwić przed samym sobą. – Zresztą nawet nie byłem długo, wróciłem po dwunastej.
- Stary, mi nie musisz się tłumaczyć, nie zrobiłeś niczego strasznego.
- Chciałem wszystko wyjaśnić Lou. – Harry chyba ledwo go słuchał. Najwyraźniej chciał się wygadać. – Ale nie zdążyłem. To niby była prywatna impreza, ale oczywiście ktoś musiał zrobić fotę, wjebał na twittera, Lou zobaczył… i poleciało. Widziałeś to zdjęcie?
- Nie.
Harry bez słowa sięgnął po telefon, klikał przez chwilę, po czym wyciągnął aparat w stronę Nialla. Irlandczykowi ukazało się nieco zamazane zdjęcie, obrazujące Harry’ego uwieszonego na ramionach Nicka i Maxa. Autor dobrze wybrał moment, na dodatek uzupełniając fotografię tekstem „Party hard, f**k safe xDDD”. Kiepską fotkę retweetowało już ponad dwa tysiące osób.
- O w mordę… Nie dziwię się, że Louisa krew zalała.
Harry odrzucił telefon.
- To była tylko kropka nad i, Niall. Tak naprawdę zbierało się już od dłuższego czasu…
Niall westchnął w duszy. Niechętnie musiał to przyznać, ale Harry miał rację. Między chłopakami coś nie grało już od kilku miesięcy. Zaczynali mieć do siebie pretensje o drobnostki, na które wcześniej w ogóle nie zwracaliby uwagi. Harry miał żal do Louisa, że ten tak łatwo poddaje się dyktatowi managementu i nie próbuje walczyć wraz z nim o choćby odrobinę wolności dla ich związku, z kolei Louis uważał, że Harry wymaga niemożliwego i sam ściąga im problemy na głowę swoim zachowaniem. Różnili się w kwestii stosunku do fanek, którym Harry nie umiał powiedzieć „nie”, gdy prosiły o tysięczną fotkę na ulicach i pod hotelami, a których Louis unikał. Harry niemal jawnie okazywał niechęć Eleanor, na co Louis zżymał się i tłumaczył, że to nie jej wina, iż przyszło jej grać rolę „brody”. Z kolei Harry wyskakiwał z argumentem, że Calder czerpie ze swej roboty niezłe pieniądze i inne profity, więc nie ma co robić z niej niewinnego aniołka. Nie lubili nawzajem swoich znajomych – Harry Stana, a Louis ekipy Nicka Grimshawa, na czele z samym prezenterem. Louis miał też pretensje do swojego chłopaka, że ten imprezuje i pije, jemu natomiast brakowało czułości i zainteresowania. Coraz więcej czasu spędzali osobno. Na to wszystko nakładały się obowiązki związane z One Direction, zmęczenie, brak prywatności – i mieszanka wybuchowa gotowa.
- Hazz, pogodzicie się – Niall usiłował dodać przyjacielowi otuchy. – Nie ma innej opcji.
- Ty nie wiesz, jakie okropne rzeczy sobie mówiliśmy. – Wargi Harry’ego zadrżały. Chłopak podkulił nogi pod brodę i objął je ramionami. Cały czas się trząsł, mimo, że w pokoju było już znacznie cieplej. Może powodem było zimno, a może zdenerwowanie. – Normalnie straciliśmy kontrolę nad tym, co gadamy. Obaj. Jakby coś nas opętało…
- Znalazła się, kurwa, wielka gwiazda One Direction! Ulubieniec wszystkich celebrytów od Southampton po szkockie wypizdowia! Nic tylko łazisz po mieście, balujesz, chlejesz i dajesz się obmacywać obcym facetom!
- A ty dajesz się obmacywać tej zdzirze, która bierze za to kasę!
- Znowu zaczynasz? Dobrze wiesz, idioto, że to tylko gra! GRA! Milion razy o tym gadaliśmy, a ty ciągle swoje!
- Bo mnie chuj strzela, jak cię widzę z nią! Nie wiesz, jak to boli, Louis!
- Ooooo, jasne! A mnie wcale nie boli, jak oglądam takie foty jak ta dzisiejsza! Ani trochę! Nie pomyślałeś, co ja czuję?! Co ja myślę?! Ja i Eleanor to chociaż czysty układ, robimy w konia tylko fanki, a przynajmniej nie siebie nawzajem! A ty, Nick i cała ta reszta? Chuj wie, kto tam się komu do majtek dobiera i jaki ma w tym interes!
- Wiesz, co? Skoro lepiej ci u słodkiej Elci, niż u puszczalskiego Harry’ego, to leć do niej, utuli cię, ucałuje i pocieszy! A za dodatkowy szmal od Modestu pewnie nawet zrobi ci loda!
- Tak? W takim razie ty pędź do swojego Grimmy’ego i niech cię przeleci tak, że przez tydzień nie usiądziesz!
Harry na wspomnienie słów, jakie wykrzykiwali z Louisem do siebie nawzajem, trząsł się nerwowo. Widać było, że z całych sił próbuje powstrzymać płacz.
- Nie wiem, co we mnie wstąpiło, Niall. Nie powinienem mu mówić takich rzeczy. Boże….
Ukrył twarz w ramionach, a jego ciałem wstrząsnął szloch. Niall nie bardzo wiedział, co robić. Był kiepskim psychologiem. Owszem, umiał ludzi rozbawiać, ale miał pewien problem z rozmową o emocjach i stając twarzą w twarz z czyjąś rozpaczą, często czuł się bezradny. A już zupełnie nie wiedział, w jaki sposób ma pocieszyć dziewiętnastoletniego faceta, który nie na żarty pokłócił się ze swoim chłopakiem.
- Hazz… - nieśmiało dotknął ramienia Harry’ego – nie płacz, proszę. Wszystko sobie wyjaśnicie, na pewno. Po prostu poniosły was nerwy. Za dużo się ostatnio działo, wszyscy żyjemy w ciągłym stresie i pod presją, a wasza sytuacja jest tym bardziej parszywa i… no, zwyczajnie pękło. Musicie ochłonąć, obaj, przemyśleć sobie pewne sprawy i wtedy ze sobą pogadać, na spokojnie. A tak właściwie, gdzie jest Louis?
- Wy… wyjechał – chlipnął Harry. – Do do..mu.
- Do Doncaster?
- Tak.
Niallowi wcale się nie podobało, że Tomlinson, cały w nerwach, zdecydował się na wielomilową podróż samochodem, na dodatek w śnieżną, mroźną noc, ale nie chciał dodatkowo stresować Harry’ego.
- Jakie to wszystko jest beznadziejne – mówił Harry, nadal pociągając nosem. – Czuję się, jakbym siedział w jakiejś czarne dziurze, z której nie ma wyjścia. Wszystko się sypie. Niall – podniósł głowę – ja tak kurewsko chciałbym, żeby było jak dawniej; jak dwa i pół roku temu. Ta radość, beztroska, wszystko takie kolorowe, ja i Louis mogący się przytulić, wygłupiać…
Niall westchnął w duszy. Zdawał sobie sprawę, że Harry nieco idealizuje początki kariery One Direction, widząc je wyłącznie w jasnych barwach, ale nie dało się zaprzeczy, że kiedyś mieli o wiele więcej wolności. W miarę jak popularność zespołu wzrastała, coraz większe znaczenie zaczynał mieć ich nienaganny i wystudiowany wizerunek, a co za tym idzie, całej piątce przykręcano śrubę. Ale rozpamiętywanie tego, co było kiedyś, prowadziło donikąd.
- Harry, posłuchaj mnie – odpowiedział Niall – nie możesz żyć przeszłością. Masz dziewiętnaście lat i musisz iść do przodu. Jesteś cholernie roztropny i odpowiedzialny jak na swój wiek. – Słysząc to Harry uśmiechnął się półgębkiem. – Więc sam doskonale zdajesz sobie sprawę, że rozpamiętywanie tego, co było dwa czy trzy lata temu, nie jest dobrym rozwiązaniem.
- Wiem, Niall, tylko… cholera, chciałbym, żeby Lou był taki, jak wtedy. Bardziej… sam nie wiem, jak to określić… czuły? Zainteresowany mną? Kurwa, wiem, brzmię w tym momencie jak jakaś żalowa bohaterka Jane Austin, ale serio brakuje mi tego. Czasem… czasem boję się, że jemu to wszystko się znudziło i wkurza go coraz bardziej, Niall. To, że musimy się ukrywać, że ciągle nas kontrolują… Po prostu boję się, że Lou dojdzie do wniosku, że gdyby był z jakąś dziewczyną, miałby łatwiej. – W głosie Harry’ego ponownie pojawiły się płaczliwe tony. Ale Niall nie przerywał, słuchał cierpliwie monologu, wiedząc, że Harry potrzebuje wyrzucić z siebie wszystko, co prawdopodobnie zatruwało mu serce od wielu miesięcy. – Z Calder ma próbkę tego, jak wszystko mogłoby wyglądać, gdyby naprawdę byli parą. Żadnego udawania, ukrywania, zakazów. Mógłby normalnie wyjść z nią na kolację, zakupy, wszędzie… I boję się, że pewnego dnia wybierze tę łatwiejszą drogą, nawet jeśli nie z Eleanor, to z jakąś inną laską. A ja zostanę sam. Boże, Niall, gdyby Lou mnie zostawił… - wargi Harry’ego zadrżały, a twarz wykrzywiła się w płaczliwym grymasie – nie przeżyłbym tego. Nie dałbym rady, poważnie. Zwłaszcza, że on ciągle byłby w pobliżu… A ja bym patrzył na niego z kimś innym i… i…
- Harry – Niall uznał za stosowne wkroczyć do akcji; nie chciał dopuścić, by młodszy chłopak totalnie pogrążył się w rozpaczy – Lou cię NIE ZOSTAWI. Jestem tego tak pewny, jak tego, że, kurwa, uwielbiam Nando’s. Posłuchaj mnie uważnie. Może ja nie jestem ekspertem od związków, miałem w życiu jedną dziewczynę, a z maks dwoma przelizałem się na imprezie, ale wiem jedno: żaden związek nie funkcjonuje przez cały czas tak samo. Pierwsze miesiące są wyjątkowe. Świeżo zakochane gołąbeczki, które nie umieją wytrzymać pięciu minut bez miziania się po łapkach i patrzenia sobie w ślepka! I dobrze, że potem się zmienia, bo wszyscy wokół by ochujali! Słuchaj, jesteś z Louisem już długo, na dodatek wasza sytuacja jest wyjątkowa przez to, czym wszyscy się zajmujemy, więc to normalne, że relacja się zmienia. Jest po prostu dojrzalsza. Wiecie nawzajem, ile dla siebie znaczycie, wiecie, że podstawy waszego związku są mocne, i nie musicie sobie tego udowadniać co chwilę. Nie będzie już tak cukierkowo, jak na początku, zwłaszcza, że dorastacie.
- I właśnie tego też się boję, Niall. – Harry nie wydawał się być przekonany argumentami przyjaciela. – Powiedz mi, ilu ludzi znajduje partnerów na całe życie, będąc nastolatkami? Jakieś ułamki procenta. Przeraża mnie, że Louis dojdzie do wniosku, że ja jednak nie jestem tym, czego oczekuje.
- A ty jesteś pewny, że on jest tym, czego oczekujesz?
Harry wbił w Nialla spojrzenie swoich zielonych, świdrujących oczu i pokiwał głową.
- Zakochałem się w tym idiocie, mając szesnaście lat. Teraz mam prawie dwadzieścia i nic mi nie przeszło. Dlatego wiesz, co mnie najbardziej zabolało? Że podejrzewa mnie o romans z Nickiem. Kurwa, nie jestem taki, sam wiesz! Robią ze mnie dziwkarza, ale to bzdury. Nigdy bym nie zdradził Lou.
- Harry, ja ci wierzę, ale nie dziw się Louisowi, że jest zazdrosny. Nick nie ukrywa, że na ciebie leci, a to, że ma faceta, w niczym mu nie przeszkadza. Sam kiedyś mówiłeś, że ich relacje są luźne i każdy robi, co chce. Ty często spotykasz się z Nickiem, imprezujesz z nim, pijesz… a wtedy puszczają hamulce.
- Nie zdradziłbym Lou – powtórzył Harry z naciskiem.
Niall nie chciał się sprzeczać.
- Okej. Ale postaw się w jego sytuacji. Poza tym, ty też nie cierpisz Eleanor i boisz się, że Louis rzuci cię dla jakiejś dziewczyny. Nie zrozum mnie źle, nie chcę go usprawiedliwiać na siłę, bo wiem doskonale, że Louis nie ma łatwego charakteru, potrafi być kłótliwy i uparty, ale jemu na pewno nie jest łatwo. Nie dość, że musi grać tę farsę z El, to jeszcze boi się, że poderwie cię jakiś inny facet. Dlatego jest taki cięty na Nicka. Wie, jak działasz na ludzi.
- Wiesz, Niall – Harry chyba po raz kolejny średnio słuchał kolegi – czasem sobie myślę, że po prostu nie jestem dla niego wystarczająco dobry.
- Co? – Niall wytrzeszczył oczy. – A co to za fraza „nie jestem wystarczająco dobry”?
- Lou zasługuje na kogoś super, na taką właśnie cholerną, perfekcyjną księżniczkę jak Calder. A nie beznadziejnego Harry’ego z pryszczami, krzywymi plecami i głupimi minami.
Dla Nialla ta rozmowa zaczynała zmierzać w coraz bardziej absurdalnym kierunku. Rozumiał zrozpaczonego Harry’ego, zrozumiałby wściekłego Harry’ego, ale Harry użalający się nad sobą nie mieścił się w jego aparacie pojęciowym. Na Boga, koleś pokłócił się ze swoim chłopakiem, usłyszał od niego, że jest puszczalski i chleje na umór, a teraz jęczy, że nie jest tego chłopaka godny?! Paranoja do kwadratu.
- Harry, posłuchaj mnie uważnie. – Niall ujął w dłonie twarz przyjaciela, tym samym zmuszając go do patrzenia sobie w oczy. – Jesteś zajebistym facetem. Przystojnym, utalentowanym, inteligentnym, zabawnym… mógłbym tak wymieniać bez końca. Zapamiętaj to sobie. Do cholery, gdybym był gejem, sam bym się w tobie zakochał!
Harry parsknął śmiechem.
- Ale ty głupoty gadasz, Niall.
- Na pewno nie większe niż ty. Wszystko będzie dobrze, Hazz. – Horan przytulił młodszego chłopaka i uspokajająco poklepał go po plecach. – Jestem pewien na sto procent. Kochasz go, on kocha ciebie i to jest najważniejsze.
 

2 komentarze:

  1. Po pierwsze, nie masz za co dziękować. Czytam, więc komentuję. Sama piszę, więc wiem jaką radość sprawia chociażby jeden głupi komentarz. Cieszę się, że zdecydowałaś się na świątecznego shota, bo uwielbiam Twoją twórczość. Wszystko co znajduje się na tym blogu jest przemyślane i perfekcyjne, aż mam kompleksy, że ja tak nie umiem. Jeśli chodzi o samego shota, to moja niecierpliwa natura już zarzuca pytaniami co będzie w kolejnych częściach. Podoba mi się to jak opisałaś to co stało się między Lou i Harrym. Niby zwykła kłótnia, ale przedstawiłaś to bardzo realistycznie. Niby jest dużo przekleństw, ale tak naprawdę komu to przeszkadza? :P Zresztą nie wyobrażam sobie kłótni z przyzwoitym słownictwem. Czy to w ogóle jest realne? Akcja dzieje się w realiach, tym razem One Dierection istnieje, a wszystko co tutaj opisałaś mogło dziać się naprawdę. Jesteśmy tylko fankami i możemy jedynie domyślać się jak to wszystko wygląda, ale założę się, że niejedna z nas nie raz przyjmowała do siebie opcję, że to mogłoby tak wyglądać. Kłótnie o Nicka i El, zmęczenie tymi wszystkimi dramami i ukrywaniem tego, że są razem. Ja osobiście uważam Larry'ego za jeden z najmocniejszych i najpiękniejszych związków jakie widziałam. No, ale nie żyjemy w bajce, więc wiadomo, że kłótnie też się zdarzają. Nikt nie jest idealny, dlatego to logiczne, że nie jest perfekcyjnie, ale to jest Larry <3 (tak, tak jestem wielką shipperką xD). Wszystko co tu opisałaś jest świetne, no i Niall shipper. Nie pozostaje mi nic innego niż czekać na drugą cześć ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczynam od tego opowiadania, a potem zabiorę się za resztę. ^^
    Wiesz, o czym pisałam licencjat i magisterkę i wiesz, co mnie interesuje. Niektóre rzeczy pozostawiają ślad na psychice i sprawiają, że nie chce się już do tego czegoś wracać, ale zdarza się też tak, że pojawia się czysta ciekawość i nawet po oddaniu gotowego tekstu dalej śledzi się to, co badało się przez wiele miesięcy. Powiem Ci, że gdybyś wcześniej zainteresowała się 1D to pewnie wątek związku Harry'ego i Lou też bym ładnie opisała i zobrazowała. ^^ Kit z tym, że mój kochany promotor dostałby zawału ze względu na ilość stron. Najważniejsze, że miałabym opisane tyle pięknych, zboczonych rzeczy. :)
    Ale wracając do opowiadania.
    Jak Harry zadzwonił do swojego kolegi z zespołu i poprosił, by ten jak najszybciej przyjechał już pomyślałam, że ktoś biedaka napadł, gdzieś zamknął, a Styles jakimś cudem nie oddał telefonu i zaraz go uwolnią. A tu dupa. Biedaczek pokłócił się ze swoim chłopakiem i przeżywa załamanie.
    Rozumiem Harry'ego i Louis'a. Presja związana z ciągłym byciem na świeczniku sprawiła, że w ich związek zaczęły wkradać się kłótnie, pretensje i zazdrość. Mam jednak nadzieję, że zbliżający się czas świąt sprawi, że waśnie odejdą w cień, główni bohaterowie pogodzą się, i, jak to zawsze bywa, miłość zwycięży wszystko. ^^

    OdpowiedzUsuń