Postanowiłam napisać
opowiadanie świąteczne, oczywiście o Larrym. Mam nadzieję, że ktoś tu zajrzy i
przeczyta (przy okazji: Mixon, dziękuję stukrotnie za komentarz!:))
Jest zupełnie inne od „Deszczy”
– przede wszystkim akcja dzieje się we współczesności, a Harry i Louis są
normalnie członkami One Direction.
Zamierzam opublikować
je w trzech częściach: pierwsza już poniżej, druga powinna pojawić się jutro
wieczorem lub w poniedziałek po południu (jeszcze nie ustaliłam), a ostatnia w
Wigilię. Opowiadanie nie jest jeszcze skończone, trwa wyścig z czasem ;) Ale
mając przysłowiowy nóż na gardle bardziej się mobilizuję, więc wierzę, że dam
radę je skończyć – o ile samopoczucie dopisze, bo ostatnio mam gorszy czas.
Okej, nie truję już,
zapraszam na opowiadanie. Zaczyna się trochę mało świątecznie. I ostrzegam:
sporo przekleństw :P
* * *
GRUDNIOWA ZAWIERUCHA
czyli opowieść wigilijna 2013
* * *
Dźwięk
telefonu obudził Nialla Horana dokładnie o godzinie 2:28 w nocy. Irlandczyk w
pierwszej chwili chciał zignorować sygnał, ale melodyjka nie milkła. Wydał więc
z siebie wściekły pomruk i po omacku sięgnął po komórkę. Jednym okiem zerknął
na wyświetlacz.
Harry.
-
Zabiję gnoja… - warknął. Nie podnosząc nawet głowy z poduszki, odebrał: -
Czego?
Po
drugiej stronie przez kilka sekund panowała cisza, nim dał się słyszeć słaby
głos Harry’ego.
-
Niall?
-
No raczej. Wiesz, która jest godzina, złamasie? – Niall bywał zły i marudny
tylko w dwóch okolicznościach: gdy był głodny i gdy ktoś go budził. – Co ci
odwaliło?
-
Niall, wiem, że jest późno, ale… mógłbyś przyjechać?
-
Czyś ty, kurwa, oszalał, jest… - urwał w pół zdania, nagle przytomniejąc i uświadamiając
sobie, jak bardzo dziwna jest ta sytuacja: Harry dzwoni do niego w środku nocy,
mówi nieswoim tonem i na dodatek prosi o przyjazd. Takie rzeczy nie dzieją się
codziennie. – Harry…? Coś się stało?
Niall
usłyszał pociągnięcie nosem i ciężki oddech.
-
Hazz, ty płaczesz? – Teraz Niall zaniepokoił się nie na żarty. Harry bywał
emocjonalny, ale bardzo rzadko powodem jego łez była rozpacz. Nie załamywał się
bez powodów; nawet jeśli miał problem, starał się go rozwiązać, a nie
rozdzierał szaty, albo bezradnie czekał na pomoc z zewnątrz. Dlatego ta
sytuacja była skrajnie nienaturalna.
-
Po prostu przyjedź, jeśli możesz, okej? – powiedział Harry słabo. – Muszę z
kimś pogadać, bo zwariuję, a ty… ty mnie zrozumiesz… Pokłóciłem się z Lou…
Ostatnie
zdanie Niall ledwo usłyszał, ale wystarczyło, by senność natychmiast z niego
uleciała. Cholera jasna! Jeśli Harry miał scysję z Louisem, po której znajduje
się w takim stanie, znaczy, że musiało być ostro. To nie wróżyło dobrze.
-
Będę u ciebie za dwadzieścia minut, okej? – powiedział, wygrzebując się spod
kołdry. – Jesteś w domu?
-
Tak. Dzięki, Niall…
-
Daj spokój, od tego ma się kumpli. Do zobaczenia.
-
Cześć.
Harry
rozłączył się, a Niall zapalił światło i złapał pierwsze lepsze ciuchy, które
następnie wciągnął na siebie w pośpiechu. Nie zapytał Harry’ego, czy ten jest
sam w swoim domu, czy też z Louisem, ale skoro dzwonił w środku nocy, to
znaczyło, że znajduje się w kiepskim stanie psychicznym. Zatem lepiej było nie
kazać mu czekać zbyt długo.
Niall
zarzucił na siebie kurtkę, złapał kluczyki od samochodu i szybko opuścił
mieszkanie. Zjechał windą na parking podziemny i już minutę później wyjeżdżał
na ciemną londyńską ulicę.
Stolica
o tej godzinie była dość opustoszała, zwłaszcza na przedmieściach. Było zimno i
sypał drobny, puszysty śnieg, a przed domami i w witrynach sklepowych roiło się
od świątecznych dekoracji. Nic dziwnego, za dwa dni Boże Narodzenie. Światełka,
girlandy, Mikołaje, renifery i aniołki wypełniały londyńską przestrzeń, a
gigantyczna choinka na Trafalgar Square już z daleka błyszczała tysiącami
żaróweczek.
Niall
nie miał jednak czasu na podziwianie bożonarodzeniowych dekoracji, umysł
zaprzątało mu coś znacznie mniej radosnego.
Telefon
od Harry’ego bardzo go zaniepokoił. Niall wiedział, że jeśli Styles posunął się
do tego, by w środku nocy dzwonić do kumpla, bo pokłócił się ze swoim
chłopakiem, to naprawdę musiało iść na noże. Ciekawe, co też było przyczyną?
Ostatnio
Harry i Louis w ogóle zdawali się przechodzić trudniejszy okres. Ostre zakazy i
nakazy managementu nie sprzyjały ich związkowi, musieli kontrolować się na
każdym kroku, by nie narazić się na nieprzyjemności. Do tego dochodziła ciągła
presja, zmęczenie związane z promocją płyty, stała obecność fanów, nieustanne
podróże i zmiany czasu. Niekończący się korowód wywiadów, programów
telewizyjnych, sesji zdjęciowych i podpisywania płyt. Sztuczne uśmiechy,
udawany entuzjazm, worki pod oczami maskowane makijażem. Życie, jakie
prowadzili, nie sprzyjało utrzymaniu stałego związku, zwłaszcza takiego, który
trzeba ukrywać. Harry’ego przybijał fakt, że Louis musi prowadzać się z
Eleanor, a Louis wściekł się, gdy management zaplanował „związek” Harry’ego z
początkującą modelką Kendall Jenner. Miał nawet o to pretensje do swojego
chłopaka, jakby to była jego wina!
Niall
westchnął ciężko, przejeżdżając akurat przez jasno oświetlony most na Tamizie.
Boże, jedną z ostatnich rzeczy, jakich by pragnął, był rozpad związku Harry’ego
i Louisa. Kibicował im od samego początku, pomagał, niekiedy pełnił wręcz rolę
mediatora, gdy się posprzeczali. Fanki Larry’ego ochrzciły go nawet mianem
„Niall shipper”, choć ich wiedza o jego roli była siłą rzeczy bardzo, bardzo
ograniczona. Ale nie myliły się: Niall naprawdę gorąco wspierał związek
Harry’ego i Louisa; był święcie przekonany, że ta dwójka jest dla siebie
stworzona. Liam i Zayn podeszli do kwestii bardziej spokojnie i racjonalnie,
akceptowali oczywiście, ale nie zamierzali wtrącać się w sprawy uczuciowe
kolegów. Niall natomiast zaangażował się w pełni. Nic zatem dziwnego, że
roztrzęsiony Harry zadzwonił akurat do niego.
Gdy
Irlandczyk znalazł się wreszcie pod domem Stylesa, zauważył, że w żadnym z
okien – przynajmniej po tej stronie budynku – nie pali się światło. Szybko
wystukał odpowiedni kod na czytniku przy bramie i wjechał na podwórze. Był
jedną z niewielu osób, które znały kody do bramy i drzwi domu Harry’ego, więc
nie musiał trudzić się używaniem domofonu, ale nie nadużywał tego przywileju.
Dziś był wyjątek.
Hall
wejściowy powitał go ciemnością i ciszą.
-
Harry?
Nikt
nie odpowiedział, a Niallowi mimowolnie ciarki przeszły po plecach. Cała ta
sytuacja coraz mniej mu się podobała.
-
Harry, jesteś tu? To ja, Niall. – Chłopak skierował się ku schodom. – Harry?
Wszedł
na piętro, czując dobiegający skądś chłód, narastający niemal z każdym
stopniem. To, co zobaczył, wprawiło go w chwilowe osłupienie.
Harry
leżał na kanapie w ciemnym salonie na pierwszym piętrze. Miał na sobie tylko
koszulkę i spodnie, a w pokoju panowało przeraźliwe zimno. Nic dziwnego, biorąc
pod uwagę, że duże okno balkonowe było otwarte niemal na oścież, a wiatr unosił
firankę w gwałtownych podmuchach, kurząc do środka drobnym śniegiem i wściekłym
mrozem.
-
Harry, oszalałeś?! – wykrzyknął Niall ze zgrozą, podbiegając do okna i
zatrzaskując je szybko. Następnie zapalił światło i przypadł do Harry’ego. –
Chcesz złapać zapalenie płuc? Boże, jesteś lodowaty! – Z przerażeniem potarł
zziębnięte ramiona młodszego kolegi. – Dlaczego to zrobiłeś?
-
Chciałem przewietrzyć – bąknął Harry. Wyglądał nie do końca świadomie, jakby
nie wiedział, co się wokół niego dzieje. Oczy miał zaczerwienione i nie bardzo
przytomne. Niall wyczuł od niego alkohol, ale nie skomentował tego faktu.
-
Chyba zamarznąć na śmierć! – odparł nerwowo. – Masz, owiń się tym.
Opatulił
Harry’ego włochatym kocem, leżącym na fotelu, po czym podszedł do
elektronicznego panelu zamontowanego na ścianie, za pomocą którego regulowało
się temperaturę w mieszkaniu. Chwilę zajęło mu zorientowanie się w
skomplikowanym schemacie, ale wreszcie udało mu się ustawić ogrzewanie w tym
konkretnym pokoju na najwyższą wartość. Za parę minut powinno zrobić się
ciepło.
Harry
trząsł się pod kocem, a Niallowi, gdy na niego spojrzał, towarzyszyły
najróżniejsze emocje: od wściekłości, przez strach, po smutek. Louisa musiało
nie być w domu, bo w przeciwnym razie na pewno nie pozwoliłby swojemu
chłopakowi leżeć w lodowatym pokoju, obojętnie, jak bardzo się pokłócili.
-
Zrobię ci gorącej herbaty – powiedział Niall. W tej chwili najważniejsze było
doprowadzenie Harry’ego do normalnego stanu, przynajmniej pod względem
fizycznym. – Musisz się rozgrzać.
-
W bar…barku jest whiskey – mruknął niewyraźnie Harry, szczękając zębami.
-
Chyba cię pojebało na dobre! – odparł zdenerwowany Niall. – Hipotermia plus
alkohol to pewna śmierć. Herbata i nic więcej! Czekaj tu na mnie.
*
-
…przecież dzwoniłem! Kilka razy, do cholery! Napisałem też smsa! Moja wina, że
miałeś wyłączony telefon?!
-
A naprawdę nie wiedziałeś wcześniej o tych jebanych urodzinach??? Mieliśmy ten
wieczór spędzić razem, zaplanowałem wszystko, chciałem, żeby było miło, a ty
miałeś to w dupie! Cholera, Harry, to jeden z nielicznych dni, kiedy mamy
wolne, nie musimy iść na żadną debilną galę, wywiad czy ustawkę z papsami, a ty
olałeś mnie i wybrałeś urodziny tego ćwoka!
-
Mówisz tak tylko dlatego, że nie znosisz moich znajomych!
-
Nie wszystkich! Większość jest także moimi znajomymi, ale akurat tej paki nie
lubię i nie polubię!
-
Nie znasz ich!
-
Och, tak, kurwa, jasne! Wiem o Nicku najważniejsze: chce przelecieć mojego
chłopaka. A to wystarczy, żebym chuja nie trawił!
-
Chcieć to on sobie może!
-
A ty sam się prosisz!
-
Teraz to, kurwa, przegiąłeś…
-
…i potem już zaczęło się na dobre…
Gdy
Harry trochę doszedł do siebie, Niall zabrał się delikatnie do wypytywania go,
co takiego się stało, że chłopak doprowadził się do tak żałosnego stanu. Styles
początkowo mówił urywanymi i niezbyt składnymi zdaniami, przeskakując z jednego
wątku na drugi, ale w końcu Niall zdołał połapać się w sytuacji. Okazało się,
że Harry dostał zaproszenie na urodziny Maxa, partnera Nicka Grimshawa, i
spędził wieczór na imprezie w klubie, zamiast z Louisem. I Louis się wściekł,
na dodatek podwójnie: raz, że Harry wystawił go do wiatru, a dwa, że znowu
balował w towarzystwie faceta, którego Tomlinson nie cierpiał – zresztą z
wzajemnością. Gdy tylko Harry wrócił do domu, Louis już na niego czekał z
wyrzutami. Od słowa do słowa, drobna sprzeczka przerodziła się w dziką
awanturę. Tyle przynajmniej zrozumiał Niall.
-
Ja naprawdę dzwoniłem i pisałem, Niall – stęknął Harry, jakby chciał się
usprawiedliwić przed samym sobą. – Zresztą nawet nie byłem długo, wróciłem po
dwunastej.
-
Stary, mi nie musisz się tłumaczyć, nie zrobiłeś niczego strasznego.
-
Chciałem wszystko wyjaśnić Lou. – Harry chyba ledwo go słuchał. Najwyraźniej
chciał się wygadać. – Ale nie zdążyłem. To niby była prywatna impreza, ale
oczywiście ktoś musiał zrobić fotę, wjebał na twittera, Lou zobaczył… i
poleciało. Widziałeś to zdjęcie?
-
Nie.
Harry
bez słowa sięgnął po telefon, klikał przez chwilę, po czym wyciągnął aparat w
stronę Nialla. Irlandczykowi ukazało się nieco zamazane zdjęcie, obrazujące
Harry’ego uwieszonego na ramionach Nicka i Maxa. Autor dobrze wybrał moment, na
dodatek uzupełniając fotografię tekstem „Party hard, f**k safe xDDD”. Kiepską
fotkę retweetowało już ponad dwa tysiące osób.
-
O w mordę… Nie dziwię się, że Louisa krew zalała.
Harry
odrzucił telefon.
-
To była tylko kropka nad i, Niall. Tak naprawdę zbierało się już od dłuższego
czasu…
Niall
westchnął w duszy. Niechętnie musiał to przyznać, ale Harry miał rację. Między
chłopakami coś nie grało już od kilku miesięcy. Zaczynali mieć do siebie
pretensje o drobnostki, na które wcześniej w ogóle nie zwracaliby uwagi. Harry
miał żal do Louisa, że ten tak łatwo poddaje się dyktatowi managementu i nie
próbuje walczyć wraz z nim o choćby odrobinę wolności dla ich związku, z kolei
Louis uważał, że Harry wymaga niemożliwego i sam ściąga im problemy na głowę
swoim zachowaniem. Różnili się w kwestii stosunku do fanek, którym Harry nie
umiał powiedzieć „nie”, gdy prosiły o tysięczną fotkę na ulicach i pod
hotelami, a których Louis unikał. Harry niemal jawnie okazywał niechęć Eleanor,
na co Louis zżymał się i tłumaczył, że to nie jej wina, iż przyszło jej grać
rolę „brody”. Z kolei Harry wyskakiwał z argumentem, że Calder czerpie ze swej
roboty niezłe pieniądze i inne profity, więc nie ma co robić z niej niewinnego
aniołka. Nie lubili nawzajem swoich znajomych – Harry Stana, a Louis ekipy
Nicka Grimshawa, na czele z samym prezenterem. Louis miał też pretensje do
swojego chłopaka, że ten imprezuje i pije, jemu natomiast brakowało czułości i
zainteresowania. Coraz więcej czasu spędzali osobno. Na to wszystko nakładały
się obowiązki związane z One Direction, zmęczenie, brak prywatności – i
mieszanka wybuchowa gotowa.
-
Hazz, pogodzicie się – Niall usiłował dodać przyjacielowi otuchy. – Nie ma
innej opcji.
-
Ty nie wiesz, jakie okropne rzeczy sobie mówiliśmy. – Wargi Harry’ego zadrżały.
Chłopak podkulił nogi pod brodę i objął je ramionami. Cały czas się trząsł,
mimo, że w pokoju było już znacznie cieplej. Może powodem było zimno, a może
zdenerwowanie. – Normalnie straciliśmy kontrolę nad tym, co gadamy. Obaj. Jakby
coś nas opętało…
-
Znalazła się, kurwa, wielka gwiazda One Direction! Ulubieniec wszystkich
celebrytów od Southampton po szkockie wypizdowia! Nic tylko łazisz po mieście,
balujesz, chlejesz i dajesz się obmacywać obcym facetom!
-
A ty dajesz się obmacywać tej zdzirze, która bierze za to kasę!
-
Znowu zaczynasz? Dobrze wiesz, idioto, że to tylko gra! GRA! Milion razy o tym
gadaliśmy, a ty ciągle swoje!
-
Bo mnie chuj strzela, jak cię widzę z nią! Nie wiesz, jak to boli, Louis!
-
Ooooo, jasne! A mnie wcale nie boli, jak oglądam takie foty jak ta dzisiejsza!
Ani trochę! Nie pomyślałeś, co ja czuję?! Co ja myślę?! Ja i Eleanor to chociaż
czysty układ, robimy w konia tylko fanki, a przynajmniej nie siebie nawzajem! A
ty, Nick i cała ta reszta? Chuj wie, kto tam się komu do majtek dobiera i jaki
ma w tym interes!
-
Wiesz, co? Skoro lepiej ci u słodkiej Elci, niż u puszczalskiego Harry’ego, to
leć do niej, utuli cię, ucałuje i pocieszy! A za dodatkowy szmal od Modestu
pewnie nawet zrobi ci loda!
-
Tak? W takim razie ty pędź do swojego Grimmy’ego i niech cię przeleci tak, że
przez tydzień nie usiądziesz!
Harry
na wspomnienie słów, jakie wykrzykiwali z Louisem do siebie nawzajem, trząsł
się nerwowo. Widać było, że z całych sił próbuje powstrzymać płacz.
-
Nie wiem, co we mnie wstąpiło, Niall. Nie powinienem mu mówić takich rzeczy.
Boże….
Ukrył
twarz w ramionach, a jego ciałem wstrząsnął szloch. Niall nie bardzo wiedział,
co robić. Był kiepskim psychologiem. Owszem, umiał ludzi rozbawiać, ale miał
pewien problem z rozmową o emocjach i stając twarzą w twarz z czyjąś rozpaczą,
często czuł się bezradny. A już zupełnie nie wiedział, w jaki sposób ma
pocieszyć dziewiętnastoletniego faceta, który nie na żarty pokłócił się ze
swoim chłopakiem.
-
Hazz… - nieśmiało dotknął ramienia Harry’ego – nie płacz, proszę. Wszystko
sobie wyjaśnicie, na pewno. Po prostu poniosły was nerwy. Za dużo się ostatnio
działo, wszyscy żyjemy w ciągłym stresie i pod presją, a wasza sytuacja jest
tym bardziej parszywa i… no, zwyczajnie pękło. Musicie ochłonąć, obaj,
przemyśleć sobie pewne sprawy i wtedy ze sobą pogadać, na spokojnie. A tak
właściwie, gdzie jest Louis?
-
Wy… wyjechał – chlipnął Harry. – Do do..mu.
-
Do Doncaster?
-
Tak.
Niallowi
wcale się nie podobało, że Tomlinson, cały w nerwach, zdecydował się na
wielomilową podróż samochodem, na dodatek w śnieżną, mroźną noc, ale nie chciał
dodatkowo stresować Harry’ego.
-
Jakie to wszystko jest beznadziejne – mówił Harry, nadal pociągając nosem. –
Czuję się, jakbym siedział w jakiejś czarne dziurze, z której nie ma wyjścia.
Wszystko się sypie. Niall – podniósł głowę – ja tak kurewsko chciałbym, żeby
było jak dawniej; jak dwa i pół roku temu. Ta radość, beztroska, wszystko takie
kolorowe, ja i Louis mogący się przytulić, wygłupiać…
Niall
westchnął w duszy. Zdawał sobie sprawę, że Harry nieco idealizuje początki kariery
One Direction, widząc je wyłącznie w jasnych barwach, ale nie dało się
zaprzeczy, że kiedyś mieli o wiele więcej wolności. W miarę jak popularność
zespołu wzrastała, coraz większe znaczenie zaczynał mieć ich nienaganny i
wystudiowany wizerunek, a co za tym idzie, całej piątce przykręcano śrubę. Ale
rozpamiętywanie tego, co było kiedyś, prowadziło donikąd.
-
Harry, posłuchaj mnie – odpowiedział Niall – nie możesz żyć przeszłością. Masz
dziewiętnaście lat i musisz iść do przodu. Jesteś cholernie roztropny i
odpowiedzialny jak na swój wiek. – Słysząc to Harry uśmiechnął się półgębkiem.
– Więc sam doskonale zdajesz sobie sprawę, że rozpamiętywanie tego, co było dwa
czy trzy lata temu, nie jest dobrym rozwiązaniem.
-
Wiem, Niall, tylko… cholera, chciałbym, żeby Lou był taki, jak wtedy. Bardziej…
sam nie wiem, jak to określić… czuły? Zainteresowany mną? Kurwa, wiem, brzmię w
tym momencie jak jakaś żalowa bohaterka Jane Austin, ale serio brakuje mi tego.
Czasem… czasem boję się, że jemu to wszystko się znudziło i wkurza go coraz
bardziej, Niall. To, że musimy się ukrywać, że ciągle nas kontrolują… Po prostu
boję się, że Lou dojdzie do wniosku, że gdyby był z jakąś dziewczyną, miałby
łatwiej. – W głosie Harry’ego ponownie pojawiły się płaczliwe tony. Ale Niall
nie przerywał, słuchał cierpliwie monologu, wiedząc, że Harry potrzebuje
wyrzucić z siebie wszystko, co prawdopodobnie zatruwało mu serce od wielu
miesięcy. – Z Calder ma próbkę tego, jak wszystko mogłoby wyglądać, gdyby
naprawdę byli parą. Żadnego udawania, ukrywania, zakazów. Mógłby normalnie
wyjść z nią na kolację, zakupy, wszędzie… I boję się, że pewnego dnia wybierze
tę łatwiejszą drogą, nawet jeśli nie z Eleanor, to z jakąś inną laską. A ja
zostanę sam. Boże, Niall, gdyby Lou mnie zostawił… - wargi Harry’ego zadrżały,
a twarz wykrzywiła się w płaczliwym grymasie – nie przeżyłbym tego. Nie dałbym
rady, poważnie. Zwłaszcza, że on ciągle byłby w pobliżu… A ja bym patrzył na
niego z kimś innym i… i…
-
Harry – Niall uznał za stosowne wkroczyć do akcji; nie chciał dopuścić, by
młodszy chłopak totalnie pogrążył się w rozpaczy – Lou cię NIE ZOSTAWI. Jestem
tego tak pewny, jak tego, że, kurwa, uwielbiam Nando’s. Posłuchaj mnie uważnie.
Może ja nie jestem ekspertem od związków, miałem w życiu jedną dziewczynę, a z
maks dwoma przelizałem się na imprezie, ale wiem jedno: żaden związek nie
funkcjonuje przez cały czas tak samo. Pierwsze miesiące są wyjątkowe. Świeżo
zakochane gołąbeczki, które nie umieją wytrzymać pięciu minut bez miziania się
po łapkach i patrzenia sobie w ślepka! I dobrze, że potem się zmienia, bo
wszyscy wokół by ochujali! Słuchaj, jesteś z Louisem już długo, na dodatek
wasza sytuacja jest wyjątkowa przez to, czym wszyscy się zajmujemy, więc to
normalne, że relacja się zmienia. Jest po prostu dojrzalsza. Wiecie nawzajem,
ile dla siebie znaczycie, wiecie, że podstawy waszego związku są mocne, i nie
musicie sobie tego udowadniać co chwilę. Nie będzie już tak cukierkowo, jak na
początku, zwłaszcza, że dorastacie.
-
I właśnie tego też się boję, Niall. – Harry nie wydawał się być przekonany argumentami
przyjaciela. – Powiedz mi, ilu ludzi znajduje partnerów na całe życie, będąc
nastolatkami? Jakieś ułamki procenta. Przeraża mnie, że Louis dojdzie do
wniosku, że ja jednak nie jestem tym, czego oczekuje.
-
A ty jesteś pewny, że on jest tym, czego oczekujesz?
Harry
wbił w Nialla spojrzenie swoich zielonych, świdrujących oczu i pokiwał głową.
-
Zakochałem się w tym idiocie, mając szesnaście lat. Teraz mam prawie
dwadzieścia i nic mi nie przeszło. Dlatego wiesz, co mnie najbardziej zabolało?
Że podejrzewa mnie o romans z Nickiem. Kurwa, nie jestem taki, sam wiesz! Robią
ze mnie dziwkarza, ale to bzdury. Nigdy bym nie zdradził Lou.
-
Harry, ja ci wierzę, ale nie dziw się Louisowi, że jest zazdrosny. Nick nie
ukrywa, że na ciebie leci, a to, że ma faceta, w niczym mu nie przeszkadza. Sam
kiedyś mówiłeś, że ich relacje są luźne i każdy robi, co chce. Ty często
spotykasz się z Nickiem, imprezujesz z nim, pijesz… a wtedy puszczają hamulce.
-
Nie zdradziłbym Lou – powtórzył Harry z naciskiem.
Niall
nie chciał się sprzeczać.
-
Okej. Ale postaw się w jego sytuacji. Poza tym, ty też nie cierpisz Eleanor i
boisz się, że Louis rzuci cię dla jakiejś dziewczyny. Nie zrozum mnie źle, nie
chcę go usprawiedliwiać na siłę, bo wiem doskonale, że Louis nie ma łatwego
charakteru, potrafi być kłótliwy i uparty, ale jemu na pewno nie jest łatwo.
Nie dość, że musi grać tę farsę z El, to jeszcze boi się, że poderwie cię jakiś
inny facet. Dlatego jest taki cięty na Nicka. Wie, jak działasz na ludzi.
-
Wiesz, Niall – Harry chyba po raz kolejny średnio słuchał kolegi – czasem sobie
myślę, że po prostu nie jestem dla niego wystarczająco dobry.
-
Co? – Niall wytrzeszczył oczy. – A co to za fraza „nie jestem wystarczająco
dobry”?
-
Lou zasługuje na kogoś super, na taką właśnie cholerną, perfekcyjną księżniczkę
jak Calder. A nie beznadziejnego Harry’ego z pryszczami, krzywymi plecami i
głupimi minami.
Dla
Nialla ta rozmowa zaczynała zmierzać w coraz bardziej absurdalnym kierunku.
Rozumiał zrozpaczonego Harry’ego, zrozumiałby wściekłego Harry’ego, ale Harry
użalający się nad sobą nie mieścił się w jego aparacie pojęciowym. Na Boga,
koleś pokłócił się ze swoim chłopakiem, usłyszał od niego, że jest puszczalski
i chleje na umór, a teraz jęczy, że nie jest tego chłopaka godny?! Paranoja do
kwadratu.
-
Harry, posłuchaj mnie uważnie. – Niall ujął w dłonie twarz przyjaciela, tym
samym zmuszając go do patrzenia sobie w oczy. – Jesteś zajebistym facetem.
Przystojnym, utalentowanym, inteligentnym, zabawnym… mógłbym tak wymieniać bez
końca. Zapamiętaj to sobie. Do cholery, gdybym był gejem, sam bym się w tobie
zakochał!
Harry
parsknął śmiechem.
-
Ale ty głupoty gadasz, Niall.
-
Na pewno nie większe niż ty. Wszystko będzie dobrze, Hazz. – Horan przytulił
młodszego chłopaka i uspokajająco poklepał go po plecach. – Jestem pewien na
sto procent. Kochasz go, on kocha ciebie i to jest najważniejsze.
Po pierwsze, nie masz za co dziękować. Czytam, więc komentuję. Sama piszę, więc wiem jaką radość sprawia chociażby jeden głupi komentarz. Cieszę się, że zdecydowałaś się na świątecznego shota, bo uwielbiam Twoją twórczość. Wszystko co znajduje się na tym blogu jest przemyślane i perfekcyjne, aż mam kompleksy, że ja tak nie umiem. Jeśli chodzi o samego shota, to moja niecierpliwa natura już zarzuca pytaniami co będzie w kolejnych częściach. Podoba mi się to jak opisałaś to co stało się między Lou i Harrym. Niby zwykła kłótnia, ale przedstawiłaś to bardzo realistycznie. Niby jest dużo przekleństw, ale tak naprawdę komu to przeszkadza? :P Zresztą nie wyobrażam sobie kłótni z przyzwoitym słownictwem. Czy to w ogóle jest realne? Akcja dzieje się w realiach, tym razem One Dierection istnieje, a wszystko co tutaj opisałaś mogło dziać się naprawdę. Jesteśmy tylko fankami i możemy jedynie domyślać się jak to wszystko wygląda, ale założę się, że niejedna z nas nie raz przyjmowała do siebie opcję, że to mogłoby tak wyglądać. Kłótnie o Nicka i El, zmęczenie tymi wszystkimi dramami i ukrywaniem tego, że są razem. Ja osobiście uważam Larry'ego za jeden z najmocniejszych i najpiękniejszych związków jakie widziałam. No, ale nie żyjemy w bajce, więc wiadomo, że kłótnie też się zdarzają. Nikt nie jest idealny, dlatego to logiczne, że nie jest perfekcyjnie, ale to jest Larry <3 (tak, tak jestem wielką shipperką xD). Wszystko co tu opisałaś jest świetne, no i Niall shipper. Nie pozostaje mi nic innego niż czekać na drugą cześć ;)
OdpowiedzUsuńZaczynam od tego opowiadania, a potem zabiorę się za resztę. ^^
OdpowiedzUsuńWiesz, o czym pisałam licencjat i magisterkę i wiesz, co mnie interesuje. Niektóre rzeczy pozostawiają ślad na psychice i sprawiają, że nie chce się już do tego czegoś wracać, ale zdarza się też tak, że pojawia się czysta ciekawość i nawet po oddaniu gotowego tekstu dalej śledzi się to, co badało się przez wiele miesięcy. Powiem Ci, że gdybyś wcześniej zainteresowała się 1D to pewnie wątek związku Harry'ego i Lou też bym ładnie opisała i zobrazowała. ^^ Kit z tym, że mój kochany promotor dostałby zawału ze względu na ilość stron. Najważniejsze, że miałabym opisane tyle pięknych, zboczonych rzeczy. :)
Ale wracając do opowiadania.
Jak Harry zadzwonił do swojego kolegi z zespołu i poprosił, by ten jak najszybciej przyjechał już pomyślałam, że ktoś biedaka napadł, gdzieś zamknął, a Styles jakimś cudem nie oddał telefonu i zaraz go uwolnią. A tu dupa. Biedaczek pokłócił się ze swoim chłopakiem i przeżywa załamanie.
Rozumiem Harry'ego i Louis'a. Presja związana z ciągłym byciem na świeczniku sprawiła, że w ich związek zaczęły wkradać się kłótnie, pretensje i zazdrość. Mam jednak nadzieję, że zbliżający się czas świąt sprawi, że waśnie odejdą w cień, główni bohaterowie pogodzą się, i, jak to zawsze bywa, miłość zwycięży wszystko. ^^