Tragedia, naprawdę.
Jeśli ktokolwiek jeszcze zagląda na tego bloga, chciałam
serdecznie przeprosić za swoją prawie trzymiesięczną nieobecność.
Złożyło się na to wiele czynników, nie chce mi się o nich
pisać.
Powrót – czyli
poniższy odcinek – jest raczej słaby w moim mniemaniu, ale
obiecuję, że to już ostatni odcinek nudów ;) Od przyszłego
rozdziału będzie ciekawiej i bardziej emocjonująco, przede
wszystkim na linii Louis – Harry ;)
Pozdrawiam
wszystkich czytających:)))
* * *
- Eleanor, jesteś
gotowa?
Ciemnowłosa
dziewczyna, stojąca przed lustrem, poprawiła włosy, upięte pod
lekkim kapeluszem. Wyglądała bardzo elegancko, ubrana w piaskową
sukienkę, która ładnie kontrastowała z jej brązowymi lokami.
- Tak, mamo, już
idę. - Wrzuciła kilka drobiazgów do torebki.
- Eleanor, czy coś
się stało? Wyglądasz na zdenerwowaną.
- Nie, skąd ten
pomysł. - Nerwowe ruchy dziewczyny przeczyły jej słowom. -
Wszystko jest w porządku.
- Dziecko drogie,
nie oszukasz mnie. - Kobieta, bardzo podobna do Eleanor, podeszła
bliżej do córki, układającej biżuterię i kosmetyki na toaletce.
- Źle się czujesz? Nie chcesz jechać do Tomlinsonów?
- Oczywiście, że
chcę. Po prostu... trochę boli mnie głowa.
- Może powiem
Kathy, żeby przyniosła ci jakieś proszki?
- Nie, naprawdę nie
trzeba, mamo, to przejdzie. Czy... hmm... wiesz może, kto będzie u
Tomlinsonów?
- Oprócz nas,
Lloydowie, Allenowie oraz pastor Cox z żoną. A dlaczego pytasz?
Eleanor usiłowała
uniknąć wzroku matki, ale Frances Calder nie na darmo wychowywała
cztery córki. Dziewczęce półsłówka, gesty i miny miała
opanowane do perfekcji.
- Eleanor, powiedz
mi, o co tutaj chodzi? - zapytała ostrzej. - Jeśli jest jakikolwiek
powód twojej niechęci do spędzenia tego popołudnia u Tomlinsonów,
chcę go poznać. Czy Louis w jakiś sposób cię uraził?
- Nie, oczywiście,
że nie – zaprzeczyła dziewczyna gorąco. Drobną sytuację z
niedawnej kolacji u przyszłych teściów, kiedy to Louis nie
wykazywał wystarczającego zainteresowania jej talentem muzycznym,
puściła już w niepamięć. Nie była małostkowa. - Po prostu...
nie mam ochoty spotkać jego kuzyna.
Pani Calder
zmarszczyła brwi.
- Tego młodego
Stylesa ze Stanów?
Eleanor kiwnęła
głową, unikając spojrzenia matki. Poprawiała kapelusz, patrząc w
lustro.
- Zrobił coś
niestosownego? Źle się zachował w stosunku do ciebie?
Frances Calder nie
miała wielkiej styczności z chłopakiem goszczącym u Tomlinsonów.
Widziała go raptem trzy razy – na pikniku, kilka dni temu na
kolacji oraz gdy wraz z córką odwiedziły Louisa po skręceniu
przez niego nogi. Harry Styles wydawał się jej dobrze wychowanym
młodym człowiekiem, nawet jeśli widoczny był jego lekki dystans
do wszystkiego co go otaczało i do ludzi, z którymi spędzał czas.
Z tym większym zdziwieniem przyjęła słowa Eleanor.
- Po prostu nie
czuję się dobrze w jego obecności – powiedziała dziewczyna
wymijająco. Nie miała ochoty zwierzać się matce ze szczegółów
wieczornej rozmowy z Harrym w altanie. Obiecała sobie, że nie powie
nikomu. Ani rodzicom, ani Louisowi, ani nikomu innemu. Na zawsze
zachowa szczegóły tej upokarzającej konwersacji dla siebie.
- Ale zrobił coś
konkretnego, że tak się czujesz? - dopytywała pani Calder.
- Mam wrażenie, że
on w dyskretny sposób się ze mnie naśmiewa – odparła, chcąc
jakoś wybrnąć. Nie miała pojęcia, że powtarza niemal dokładnie
słowa Charlotte. - Jakby uważał mnie za bezwartościową, głupią
i... i niegodną Louisa – zakończyła niemal szeptem.
- Niegodną Louisa?
- Farnces otworzyła szeroko oczy. - A co to znowu za wymysły! Jakim
cudem daleki kuzyn, którego Louis zna raptem kilka tygodni, ma
decydować o podobnych kwestiach? Wydaje mi się, że przesadzasz.
Nie sądzę, by Louis aż tak liczył się z jego zdaniem. Nawet
zakładając, że faktycznie chłopak wtyka nos w te sprawy.
- Może masz rację,
mamo. - Eleanor najwyraźniej uznała, że rozmowa nie ma sensu.
Jeśli nie zdradzi matce szczegółów spotkania w altanie, czego
robić nie zamierzała, nie przekona jej. Sama spostrzeżenia i
wrażenia to za mało. - Może tylko wmawiam to sobie.
- Eleanor – pani
Calder delikatnie ujęła córkę pod brodę – wiem, że zależy ci
na Louisie. Nam, nie ukrywam, też. To wyśmienita partia. Rozumiem,
że dużo lepiej poczujesz się po ślubie, albo chociażby po
zaręczynach, ale naprawdę uważam, że nie masz czego się obawiać.
Louis jest mądrym, odpowiedzialnym mężczyzną, a jego rodzice
popierają wasz mariaż. To jest twoja gwarancja. I żaden przybyły
ze Stanów daleki krewny nie zmieni tego stanu rzeczy, nie będzie
miał wpływu na decyzje podejmowane w tej rodzinie. Możesz być
spokojna.
Eleanor odetchnęła
lekko. Faktycznie, może niepotrzebnie denerwuje się i przejmuje.
Harry Styles może sobie gadać co chce, ale nie ma żadnej realnej
możliwości, by cokolwiek pozmieniać na linii Tomlinsonowie –
Calderowie. Przyjechał, pojedzie, a rzeczy zostaną po staremu i to,
co było postanowione dawno temu, dojdzie do skutku. A nieszczęsna
rozmowa w altanie i nieprzystojne słowa Harry'ego pozostaną
jedynie bladym wspomnieniem.
Uśmiechnęła się
lekko.
- Zaraz lepiej –
powiedziała Fances. - Nie przejmuj się takimi drobnostkami. A ze
swojej strony dopilnuję, byś miała jak najmniej sposobności
zetknięcia się z tym chłopakiem, skoro źle się czujesz w jego
obecności.
- Dziękuję, mamo.
- Jesteś
piękną, dystyngowaną kobietą. - Położyła córce dłonie na
ramionach, spoglądając na jej odbicie w lustrze. - Louis nie mógłby
wymarzyć sobie wspanialszej żony. Ten osobnik z Bostonu niczego nie
zmieni.
Frances Calder nie
wiedziała, jak bardzo się myli.
*
Spotkanie u
Tomlinsonów było natury towarzysko – biznesowej. Rozegrano mecz
krykieta, po czym służba podała obiad w ogrodzie. Następnie
kobiety w swoim gronie raczyły się kawą, a mężczyźni w swoim
brandy i rozmowami o polityce, interesach i pieniądzach. Ku uldze
Eleanor Harry nie był obecny, nawet go nie widziała. Za to Louis
oczywiście uczestniczył w spotkaniu, ale Eleanor wydawał się
dziwnie roztargniony. Często popadał w zamyślenie, w minimalnym
stopniu uczestniczył w konwersacji, a jeśli ktoś bezpośrednio do
niego skierował pytanie, musiał je powtarzać, by Louis zareagował.
Wyglądał, jakby myślami był daleko od krykieta, zupy szpinakowej,
faszerowanego bażanta, spółki handlowej ojca i całej reszty tego,
czym zajmowało się towarzystwo owego słonecznego popołudnia.
Nikt jednak nawet w
najśmielszych fantazjach nie mógł podejrzewać, co kryje się w
głowie młodego Tomlinsona. A zajmował ją niemal w całości młody
chłopak o kręconych włosach i promiennych zielonych oczach. Louis
nie zapomniał o snach. Gdy tego poranka wszedł do salonu, niemal
automatycznie zerknął na fortepian. Ale taboret był pusty, a całe
pomieszczenie piękne, wykwintne i skąpane w lekkim świetle
sączącym się z okien. Ani śladu ruiny, kurzu, zniszczonych
draperii czy wybitych szyb. I ani śladu nagiego Harry'ego
składającego na jego ustach erotyczny pocałunek.
- Louis... Louis,
mówię do ciebie. - Jak przez mgłę przebił się do chłopaka głos
matki. Tomlinson otrząsnął się z sennych wspomnień.
- Słucham, mamo.
Mówiłaś coś?
- Owszem, od kilku
dobrych chwil, ale ty dziś wyjątkowo bujasz w obłokach.
- Przepraszam,
pisałem rano pracę na temat odpowiedzialności deliktowej i nadal
zaprząta mi umysł. - Było to tylko po części kłamstwo. Louis
naprawdę starał się przygotować materiały na jeden z zadanych
tematów, których opracowaniem studenci mieli zająć się podczas
wakacji; spędził nad tym całe przedpołudnie. Ani matka jednak,
ani nikt inny nie musieli wiedzieć, że prawnicze zagadnienia
zupełnie nie wchodziły mu do głowy, wypełnionej obrazami
Harry'ego Stylesa i gmatwaniną sprzecznych emocji.
- Nie dyskutujmy o
obowiązkach w tak przyjemne popołudnie – powiedziała lekko
Frances Calder. - Prawo poczeka.
- Całkowicie się
zgadzam – poparła ją Mary. - Może zabrałbyś Eleanor na spacer?
Jest tak piękna pogoda.
Louis zbyt dobrze
znał układy towarzyskie, by na podobną „zachętę”
odpowiedzieć: nie. Podał zatem ramię przyszłej narzeczonej i
oboje udali się na przechadzkę po okolicy, odprowadzani dyskretnymi
spojrzeniami pozostałych.
Jedno lubił w
Eleanor: nie była kapryśna i nie robiła problemów z byle czego. W
zasadzie zgadzała się na wszystkie jego propozycje, więc tym razem
również nie miała nic przeciwko spacerowi po łące, nie
utyskując, że pobrudzi sobie buty albo ugryzie ją komar.
Pogoda była
rzeczywiście cudowna. Po wczorajszej burzy nie doskwierał już
upał, powietrze było ciepłe i rześkie. Eleanor niosła w dłoni
beżową parasolkę, osłaniając się od słońca.
Rozmawiali w
zasadzie o wszystkim i o niczym. Louis starał się koncentrować na
tym, co mówi dziewczyna i odpływać zanadto myślami w kierunku
Harry'ego.
Styles ponownie
zniknął, jak to często miał w zwyczaju; nie było go nawet na
obiedzie, co już wcześniej zakomunikował domownikom, gdy tylko
dowiedział się, że przychodzą goście. Louis z jednej strony był
za to wdzięczny losowi, ale z drugiej, konieczność tkwienia w
nieszczególnie interesującym towarzystwie męczyła go potwornie.
- Nie tęsknisz za
Londynem? - zapytała Eleanor, gdy stanęli na niewielkim wzniesieniu
i spoglądali na okolicę. - Tu musi wydawać się nudno w porównaniu
z wielkim miastem.
- Czasem dobrze jest
odpocząć – odparł Louis. - Odciąć się od tego zgiełku,
tłumów, ciągłego pośpiechu. Ale na dłuższą metę nie
chciałbym prowadzić życia ziemianina. Mam nadzieję, że tobie też
spodoba w Londynie.
- Z pewnością...
Louis... czy tam ktoś leży?
Louis zerknął we
wskazanym przez dziewczynę kierunku i serce uderzyło mu szybciej.
Te kasztanowe loki poznałby wszędzie.
- Harry... -
powiedział cicho.
Młody Styles leżał
wśród traw, wystawiając twarz do słońca. Koszulę miał
rozpiętą, a ręce założone za głowę. Być może spał. W każdym
razie zdawał się nie widzieć Louisa i Eleanor.
- Zostawmy go. -
Tomlinson przełknął ślinę. - Pewnie śpi.
- Dlaczego nie we
własnym łóżku?
Bo jego „własne
łóżko” jest tysiące kilometrów stąd, odpowiedział w
myślach Louis. O ile on w ogóle gdziekolwiek ma swoje miejsce...
- Harry jest
specyficzny – odparł, z trudem odrywając wzrok od sylwetki
kuzyna. - Lubi wolność. Chodźmy.
Nie powiedział nic
więcej. Zdecydowanie nie chciał rozmawiać z Eleanor na temat
Stylesa. Musiał sam uporać się z dziwnymi uczuciami, jakie
zaczynał żywić w stosunku do niego. Nikt nie mógł o tym
wiedzieć, bo nikt by go nie zrozumiał, a tym bardziej nie pomógł.
- Czy ty... dobrze
go znasz? - odezwała się po chwili Eleanor, gdy już szli w
przeciwnym kierunku.
Louis spiął się.
Nie mógł twardo oznajmić, że nie chce poruszać tematu Harry'ego,
bo Eleanor wydałoby się to podejrzane. Musiał wybrnąć bardziej
dyplomatycznie.
- Lubię go. - Może
nawet bardziej niż powinienem. - Jest dobrym człowiekiem, nawet
jeśli stara się to ukrywać pod maską sarkazmu albo znudzenia.
Louis poluzował
kołnierzyk przy szyi. Było mu gorąco w koszuli i marynarce. Boże,
ile by oddał, by móc teraz leżeć razem z Harrym na trawie,
wystawiając nagą klatkę piersiową w stronę słońca. Być czuć
chłód nadal chłodnej po nocnym deszczu ziemi, podmuchy wiatru i
promienie słońca muskające skórę. By rozmawiać swobodnie, bez
wymuszonej grzeczności obowiązującej względem kobiet. Tak
bardzo zazdrościł Harry'emu jego nonkonformizmu i wolności.
Nikt nie jest wolny,
przypomniał sobie, co powiedział kiedyś Harry. I każdy ma
tajemnice.
- Wracajmy
do Castamere – zdecydował. - Niedługo powinni podać
podwieczorek.
Eleanor być może
chciała jeszcze o coś zapytać, ale zrezygnowała. W reakcji Louisa
wyczuła nerwowość, a podświadomie czuła, że nie powinna drążyć
tematu. Wścibstwo nie było dobrze widziane i wiedziała, że Louis
nie znosi nadmiernie ciekawskich kobiet. Bo Eleanor szczerze zależało
na Tomlinsonie. Matka patrzyła na ich przyszłe małżeństwo
głównie pod kątem materialnym, ale dziewczyna naprawdę chciała
stworzyć z młodym prawnikiem szczęśliwy związek. Marzyła o
domu, dzieciach, rodzinie.
Chciała być dla niego dobrą żoną.
Louis milczał przez
większość drogi powrotnej do Castamere, ale Eleanor była niemal
pewna, że nie myślał o wypracowaniu prawniczym. Co zaprzątało
jego myśli? Nie wiedziała.
Pytania nadal
pozostawały bez odpowiedzi.
Po pierwsze chyba zamorduję Cię. Przez moment bałam się, że odpuściłaś sobie i nie dowiem się jak rozwija się uczucie między Harrym i Lou. A uwierz mi, jest to jedno z niewielu polskich opowiadań, które od pierwszych słów zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Nawet się nie waż znowu robić takiej przerwy :P Albo chociaż poinformuj, żebym wiedziała, że nadal mam na co czekać. Ogólnie na temat rozdziału zbyt wiele nie powiem, bo nie dzieje się tam zbyt wiele, ale naprawdę miło przeczytać coś Twojego. No i widzę, że Louis jest strasznie rozdarty. Czekam na kolejny rozdział, jestem bardzo ciekawa jak to rozegrasz. Pozdrawiam! xx
OdpowiedzUsuńHej /starsza młodzież/ Boże kobieto ja ja nie wiem co sie stało ale nie czytałam Twoich ostatnich rozdziałów, po prostu nie wiem, teraz ty weszłam i zastanawiam się dlaczego???? i nie znam odpowiedzi niestety, bo jak wiesz nie nudził mnie. Jak przeczytam do teraz to postaram skomentować , przepraszam zawiodłam Cię, nic nie ma na swoje usprawiedliwienie na prawde nic.
OdpowiedzUsuńWitam ponownie /starsza młodzież/ no nic zakochała się w tym opowiadaniu, piekne, osadzone w tak odległych, pruderyjnych czasach ale miłość jest wszędzie taka sama jak widać . jestem pod ogromnym wrażeniem , ciekawi mnie jak dalej potoczą się losy Harrego i Lou , jak poradzą sobie w takim świecie, w takich czasach. Intrygujące. LOu - żal mi go nie zdaje sobie sprawy z tego co tam w jego głowiei sercu się dzieje!!! A może zdaje tylko nie przyjmuje tego do wiadomośći!!! Nagi Harry oooooo to na pewno piekny Harry hahhahaha. Proszę nie przestawaj pisać. jesli możesz to dodawaj cześciej. Wiem że mało nas komentuje, ale może więcej czyta i nie chce im się zostawić sladu po sobie. Ja postaram sie teraz komentować następne rodziały, nie zapomnę już /jeszcze raz cie przepraszam za poprzednie/ Warto kobieto warto na prawde czytać to opowiadanie. Nietuzinkowe. Do nastepnego.
OdpowiedzUsuń