piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział 5: Pytania bez odpowiedzi (cz. 3)

Tragedia, naprawdę. Jeśli ktokolwiek jeszcze zagląda na tego bloga, chciałam serdecznie przeprosić za swoją prawie trzymiesięczną nieobecność. Złożyło się na to wiele czynników, nie chce mi się o nich pisać.
Powrót – czyli poniższy odcinek – jest raczej słaby w moim mniemaniu, ale obiecuję, że to już ostatni odcinek nudów ;) Od przyszłego rozdziału będzie ciekawiej i bardziej emocjonująco, przede wszystkim na linii Louis – Harry ;)
Pozdrawiam wszystkich czytających:)))


*    *    *


- Eleanor, jesteś gotowa?
Ciemnowłosa dziewczyna, stojąca przed lustrem, poprawiła włosy, upięte pod lekkim kapeluszem. Wyglądała bardzo elegancko, ubrana w piaskową sukienkę, która ładnie kontrastowała z jej brązowymi lokami.
- Tak, mamo, już idę. - Wrzuciła kilka drobiazgów do torebki.
- Eleanor, czy coś się stało? Wyglądasz na zdenerwowaną.
- Nie, skąd ten pomysł. - Nerwowe ruchy dziewczyny przeczyły jej słowom. - Wszystko jest w porządku.
- Dziecko drogie, nie oszukasz mnie. - Kobieta, bardzo podobna do Eleanor, podeszła bliżej do córki, układającej biżuterię i kosmetyki na toaletce. - Źle się czujesz? Nie chcesz jechać do Tomlinsonów?
- Oczywiście, że chcę. Po prostu... trochę boli mnie głowa.
- Może powiem Kathy, żeby przyniosła ci jakieś proszki?
- Nie, naprawdę nie trzeba, mamo, to przejdzie. Czy... hmm... wiesz może, kto będzie u Tomlinsonów?
- Oprócz nas, Lloydowie, Allenowie oraz pastor Cox z żoną. A dlaczego pytasz?
Eleanor usiłowała uniknąć wzroku matki, ale Frances Calder nie na darmo wychowywała cztery córki. Dziewczęce półsłówka, gesty i miny miała opanowane do perfekcji.
- Eleanor, powiedz mi, o co tutaj chodzi? - zapytała ostrzej. - Jeśli jest jakikolwiek powód twojej niechęci do spędzenia tego popołudnia u Tomlinsonów, chcę go poznać. Czy Louis w jakiś sposób cię uraził?
- Nie, oczywiście, że nie – zaprzeczyła dziewczyna gorąco. Drobną sytuację z niedawnej kolacji u przyszłych teściów, kiedy to Louis nie wykazywał wystarczającego zainteresowania jej talentem muzycznym, puściła już w niepamięć. Nie była małostkowa. - Po prostu... nie mam ochoty spotkać jego kuzyna.
Pani Calder zmarszczyła brwi.
- Tego młodego Stylesa ze Stanów?
Eleanor kiwnęła głową, unikając spojrzenia matki. Poprawiała kapelusz, patrząc w lustro.
- Zrobił coś niestosownego? Źle się zachował w stosunku do ciebie?
Frances Calder nie miała wielkiej styczności z chłopakiem goszczącym u Tomlinsonów. Widziała go raptem trzy razy – na pikniku, kilka dni temu na kolacji oraz gdy wraz z córką odwiedziły Louisa po skręceniu przez niego nogi. Harry Styles wydawał się jej dobrze wychowanym młodym człowiekiem, nawet jeśli widoczny był jego lekki dystans do wszystkiego co go otaczało i do ludzi, z którymi spędzał czas. Z tym większym zdziwieniem przyjęła słowa Eleanor.
- Po prostu nie czuję się dobrze w jego obecności – powiedziała dziewczyna wymijająco. Nie miała ochoty zwierzać się matce ze szczegółów wieczornej rozmowy z Harrym w altanie. Obiecała sobie, że nie powie nikomu. Ani rodzicom, ani Louisowi, ani nikomu innemu. Na zawsze zachowa szczegóły tej upokarzającej konwersacji dla siebie.
- Ale zrobił coś konkretnego, że tak się czujesz? - dopytywała pani Calder.
- Mam wrażenie, że on w dyskretny sposób się ze mnie naśmiewa – odparła, chcąc jakoś wybrnąć. Nie miała pojęcia, że powtarza niemal dokładnie słowa Charlotte. - Jakby uważał mnie za bezwartościową, głupią i... i niegodną Louisa – zakończyła niemal szeptem.
- Niegodną Louisa? - Farnces otworzyła szeroko oczy. - A co to znowu za wymysły! Jakim cudem daleki kuzyn, którego Louis zna raptem kilka tygodni, ma decydować o podobnych kwestiach? Wydaje mi się, że przesadzasz. Nie sądzę, by Louis aż tak liczył się z jego zdaniem. Nawet zakładając, że faktycznie chłopak wtyka nos w te sprawy.
- Może masz rację, mamo. - Eleanor najwyraźniej uznała, że rozmowa nie ma sensu. Jeśli nie zdradzi matce szczegółów spotkania w altanie, czego robić nie zamierzała, nie przekona jej. Sama spostrzeżenia i wrażenia to za mało. - Może tylko wmawiam to sobie.
- Eleanor – pani Calder delikatnie ujęła córkę pod brodę – wiem, że zależy ci na Louisie. Nam, nie ukrywam, też. To wyśmienita partia. Rozumiem, że dużo lepiej poczujesz się po ślubie, albo chociażby po zaręczynach, ale naprawdę uważam, że nie masz czego się obawiać. Louis jest mądrym, odpowiedzialnym mężczyzną, a jego rodzice popierają wasz mariaż. To jest twoja gwarancja. I żaden przybyły ze Stanów daleki krewny nie zmieni tego stanu rzeczy, nie będzie miał wpływu na decyzje podejmowane w tej rodzinie. Możesz być spokojna.
Eleanor odetchnęła lekko. Faktycznie, może niepotrzebnie denerwuje się i przejmuje. Harry Styles może sobie gadać co chce, ale nie ma żadnej realnej możliwości, by cokolwiek pozmieniać na linii Tomlinsonowie – Calderowie. Przyjechał, pojedzie, a rzeczy zostaną po staremu i to, co było postanowione dawno temu, dojdzie do skutku. A nieszczęsna rozmowa w altanie i nieprzystojne słowa Harry'ego pozostaną jedynie bladym wspomnieniem.
Uśmiechnęła się lekko.
- Zaraz lepiej – powiedziała Fances. - Nie przejmuj się takimi drobnostkami. A ze swojej strony dopilnuję, byś miała jak najmniej sposobności zetknięcia się z tym chłopakiem, skoro źle się czujesz w jego obecności.
- Dziękuję, mamo.
- Jesteś piękną, dystyngowaną kobietą. - Położyła córce dłonie na ramionach, spoglądając na jej odbicie w lustrze. - Louis nie mógłby wymarzyć sobie wspanialszej żony. Ten osobnik z Bostonu niczego nie zmieni.
Frances Calder nie wiedziała, jak bardzo się myli.


*


Spotkanie u Tomlinsonów było natury towarzysko – biznesowej. Rozegrano mecz krykieta, po czym służba podała obiad w ogrodzie. Następnie kobiety w swoim gronie raczyły się kawą, a mężczyźni w swoim brandy i rozmowami o polityce, interesach i pieniądzach. Ku uldze Eleanor Harry nie był obecny, nawet go nie widziała. Za to Louis oczywiście uczestniczył w spotkaniu, ale Eleanor wydawał się dziwnie roztargniony. Często popadał w zamyślenie, w minimalnym stopniu uczestniczył w konwersacji, a jeśli ktoś bezpośrednio do niego skierował pytanie, musiał je powtarzać, by Louis zareagował. Wyglądał, jakby myślami był daleko od krykieta, zupy szpinakowej, faszerowanego bażanta, spółki handlowej ojca i całej reszty tego, czym zajmowało się towarzystwo owego słonecznego popołudnia.
Nikt jednak nawet w najśmielszych fantazjach nie mógł podejrzewać, co kryje się w głowie młodego Tomlinsona. A zajmował ją niemal w całości młody chłopak o kręconych włosach i promiennych zielonych oczach. Louis nie zapomniał o snach. Gdy tego poranka wszedł do salonu, niemal automatycznie zerknął na fortepian. Ale taboret był pusty, a całe pomieszczenie piękne, wykwintne i skąpane w lekkim świetle sączącym się z okien. Ani śladu ruiny, kurzu, zniszczonych draperii czy wybitych szyb. I ani śladu nagiego Harry'ego składającego na jego ustach erotyczny pocałunek.
- Louis... Louis, mówię do ciebie. - Jak przez mgłę przebił się do chłopaka głos matki. Tomlinson otrząsnął się z sennych wspomnień.
- Słucham, mamo. Mówiłaś coś?
- Owszem, od kilku dobrych chwil, ale ty dziś wyjątkowo bujasz w obłokach.
- Przepraszam, pisałem rano pracę na temat odpowiedzialności deliktowej i nadal zaprząta mi umysł. - Było to tylko po części kłamstwo. Louis naprawdę starał się przygotować materiały na jeden z zadanych tematów, których opracowaniem studenci mieli zająć się podczas wakacji; spędził nad tym całe przedpołudnie. Ani matka jednak, ani nikt inny nie musieli wiedzieć, że prawnicze zagadnienia zupełnie nie wchodziły mu do głowy, wypełnionej obrazami Harry'ego Stylesa i gmatwaniną sprzecznych emocji.
- Nie dyskutujmy o obowiązkach w tak przyjemne popołudnie – powiedziała lekko Frances Calder. - Prawo poczeka.
- Całkowicie się zgadzam – poparła ją Mary. - Może zabrałbyś Eleanor na spacer? Jest tak piękna pogoda.
Louis zbyt dobrze znał układy towarzyskie, by na podobną „zachętę” odpowiedzieć: nie. Podał zatem ramię przyszłej narzeczonej i oboje udali się na przechadzkę po okolicy, odprowadzani dyskretnymi spojrzeniami pozostałych.
Jedno lubił w Eleanor: nie była kapryśna i nie robiła problemów z byle czego. W zasadzie zgadzała się na wszystkie jego propozycje, więc tym razem również nie miała nic przeciwko spacerowi po łące, nie utyskując, że pobrudzi sobie buty albo ugryzie ją komar.
Pogoda była rzeczywiście cudowna. Po wczorajszej burzy nie doskwierał już upał, powietrze było ciepłe i rześkie. Eleanor niosła w dłoni beżową parasolkę, osłaniając się od słońca.
Rozmawiali w zasadzie o wszystkim i o niczym. Louis starał się koncentrować na tym, co mówi dziewczyna i odpływać zanadto myślami w kierunku Harry'ego.
Styles ponownie zniknął, jak to często miał w zwyczaju; nie było go nawet na obiedzie, co już wcześniej zakomunikował domownikom, gdy tylko dowiedział się, że przychodzą goście. Louis z jednej strony był za to wdzięczny losowi, ale z drugiej, konieczność tkwienia w nieszczególnie interesującym towarzystwie męczyła go potwornie.
- Nie tęsknisz za Londynem? - zapytała Eleanor, gdy stanęli na niewielkim wzniesieniu i spoglądali na okolicę. - Tu musi wydawać się nudno w porównaniu z wielkim miastem.
- Czasem dobrze jest odpocząć – odparł Louis. - Odciąć się od tego zgiełku, tłumów, ciągłego pośpiechu. Ale na dłuższą metę nie chciałbym prowadzić życia ziemianina. Mam nadzieję, że tobie też spodoba w Londynie.
- Z pewnością... Louis... czy tam ktoś leży?
Louis zerknął we wskazanym przez dziewczynę kierunku i serce uderzyło mu szybciej. Te kasztanowe loki poznałby wszędzie.
- Harry... - powiedział cicho.
Młody Styles leżał wśród traw, wystawiając twarz do słońca. Koszulę miał rozpiętą, a ręce założone za głowę. Być może spał. W każdym razie zdawał się nie widzieć Louisa i Eleanor.
- Zostawmy go. - Tomlinson przełknął ślinę. - Pewnie śpi.
- Dlaczego nie we własnym łóżku?
Bo jego „własne łóżko” jest tysiące kilometrów stąd, odpowiedział w myślach Louis. O ile on w ogóle gdziekolwiek ma swoje miejsce...
- Harry jest specyficzny – odparł, z trudem odrywając wzrok od sylwetki kuzyna. - Lubi wolność. Chodźmy.
Nie powiedział nic więcej. Zdecydowanie nie chciał rozmawiać z Eleanor na temat Stylesa. Musiał sam uporać się z dziwnymi uczuciami, jakie zaczynał żywić w stosunku do niego. Nikt nie mógł o tym wiedzieć, bo nikt by go nie zrozumiał, a tym bardziej nie pomógł.
- Czy ty... dobrze go znasz? - odezwała się po chwili Eleanor, gdy już szli w przeciwnym kierunku.
Louis spiął się. Nie mógł twardo oznajmić, że nie chce poruszać tematu Harry'ego, bo Eleanor wydałoby się to podejrzane. Musiał wybrnąć bardziej dyplomatycznie.
- Lubię go. - Może nawet bardziej niż powinienem. - Jest dobrym człowiekiem, nawet jeśli stara się to ukrywać pod maską sarkazmu albo znudzenia.
Louis poluzował kołnierzyk przy szyi. Było mu gorąco w koszuli i marynarce. Boże, ile by oddał, by móc teraz leżeć razem z Harrym na trawie, wystawiając nagą klatkę piersiową w stronę słońca. Być czuć chłód nadal chłodnej po nocnym deszczu ziemi, podmuchy wiatru i promienie słońca muskające skórę. By rozmawiać swobodnie, bez wymuszonej grzeczności obowiązującej względem kobiet. Tak bardzo zazdrościł Harry'emu jego nonkonformizmu i wolności.
Nikt nie jest wolny, przypomniał sobie, co powiedział kiedyś Harry. I każdy ma tajemnice.
- Wracajmy do Castamere – zdecydował. - Niedługo powinni podać podwieczorek.
Eleanor być może chciała jeszcze o coś zapytać, ale zrezygnowała. W reakcji Louisa wyczuła nerwowość, a podświadomie czuła, że nie powinna drążyć tematu. Wścibstwo nie było dobrze widziane i wiedziała, że Louis nie znosi nadmiernie ciekawskich kobiet. Bo Eleanor szczerze zależało na Tomlinsonie. Matka patrzyła na ich przyszłe małżeństwo głównie pod kątem materialnym, ale dziewczyna naprawdę chciała stworzyć z młodym prawnikiem szczęśliwy związek. Marzyła o domu, dzieciach, rodzinie. Chciała być dla niego dobrą żoną.
Louis milczał przez większość drogi powrotnej do Castamere, ale Eleanor była niemal pewna, że nie myślał o wypracowaniu prawniczym. Co zaprzątało jego myśli? Nie wiedziała.
Pytania nadal pozostawały bez odpowiedzi.

3 komentarze:

  1. Po pierwsze chyba zamorduję Cię. Przez moment bałam się, że odpuściłaś sobie i nie dowiem się jak rozwija się uczucie między Harrym i Lou. A uwierz mi, jest to jedno z niewielu polskich opowiadań, które od pierwszych słów zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Nawet się nie waż znowu robić takiej przerwy :P Albo chociaż poinformuj, żebym wiedziała, że nadal mam na co czekać. Ogólnie na temat rozdziału zbyt wiele nie powiem, bo nie dzieje się tam zbyt wiele, ale naprawdę miło przeczytać coś Twojego. No i widzę, że Louis jest strasznie rozdarty. Czekam na kolejny rozdział, jestem bardzo ciekawa jak to rozegrasz. Pozdrawiam! xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej /starsza młodzież/ Boże kobieto ja ja nie wiem co sie stało ale nie czytałam Twoich ostatnich rozdziałów, po prostu nie wiem, teraz ty weszłam i zastanawiam się dlaczego???? i nie znam odpowiedzi niestety, bo jak wiesz nie nudził mnie. Jak przeczytam do teraz to postaram skomentować , przepraszam zawiodłam Cię, nic nie ma na swoje usprawiedliwienie na prawde nic.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam ponownie /starsza młodzież/ no nic zakochała się w tym opowiadaniu, piekne, osadzone w tak odległych, pruderyjnych czasach ale miłość jest wszędzie taka sama jak widać . jestem pod ogromnym wrażeniem , ciekawi mnie jak dalej potoczą się losy Harrego i Lou , jak poradzą sobie w takim świecie, w takich czasach. Intrygujące. LOu - żal mi go nie zdaje sobie sprawy z tego co tam w jego głowiei sercu się dzieje!!! A może zdaje tylko nie przyjmuje tego do wiadomośći!!! Nagi Harry oooooo to na pewno piekny Harry hahhahaha. Proszę nie przestawaj pisać. jesli możesz to dodawaj cześciej. Wiem że mało nas komentuje, ale może więcej czyta i nie chce im się zostawić sladu po sobie. Ja postaram sie teraz komentować następne rodziały, nie zapomnę już /jeszcze raz cie przepraszam za poprzednie/ Warto kobieto warto na prawde czytać to opowiadanie. Nietuzinkowe. Do nastepnego.

    OdpowiedzUsuń